never ending story

    Siano przetrząśnięte z rana, po południu zwinięte na wałki, a późnym popołudniem zbierane luzem na przyczepę.  Znowu bez pomocy przyjacół i sąsiadów nic by się nie udało zrobić. Ręcznie zbierane, bo prasować się nie dało – za mokro. Burza na horyzoncie, więc czekanie aż znowu zmoknie nie miało większego sensu. Dowolna maszyna do zbierania zbierałaby więcej błota niż siana. A ręcznie można było się powybierać to, co się nadawało. Teraz przyczepa z sianem stoi na podwórku przykryta plandeką. Jutro musimy wrzucić wszystko na stryszki. To wszystko tak dla równowagi – w zeszłym roku w trzy dni wszystko było ścięte, przerzucone, sprasowane w kostki i zwiezione. Tegoroczne sianokosy to niekończąca się opowieść, pełna nerwów i nieoczekiwanych zwrotów akcjii.

Bolą mnie plecy.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii konie i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s