pierwszy stycznia

Początek dnia – fantastyczny. W sieni prawie nie napaskudzone – Ania zdążyła piesiaki rano wypuścić przed zakład. Na dworze lekki mróz, taki akurat, żeby błoto zmarzło i żeby bez ślizgania dało się chodzić. Zwierzyna – nie wiedzieć czemu entuzjastyczna i współpracująca wyjątkowo dobrze. Nakarmienie koni, wypuszczenie kóz w oczekiwaniu aż koniny zjedzą, oraz następnie wypuszczenie koni poszło nadzwyczaj sprawnie. Szczeniaki cały czas plątały mi się radośnie pod nogami – pięknie! Psy pracujące – uczą się zaganiać.

Konie ponownie nie na tej części pastwiska na której jest oczekiwane, że będą. A tak sprawnie poszły rano, gdzie należy. Trzeba posprawdzać co znowu za diabeł z prądem mąci, że towarzystwo tak się wyłamuje. A może nie włączyłem pastucha rano? Cholera! Trzeba sprawdzić.

Kozi gang znowu w akcji – są wszędzie, tylko nie na spacerniaku. No ja nie wiem, o co chodzi. Że pod resztkami śniegu trawy nie widać? Mało owsa wieczorem było? To trzeba natychmiast uciekać i drzewostan trzebić dookoła? Ogrodzenie w zasadzie OK, więc jak te kozienice spylają? Wielka tajemnica. Może palikować jak krowę?

To jednak nieustająco robi na mnie wrażenie – wychodzi człowiek wieczorem, gwiżdże i cały tabun galopem perzybiega. A potem każdy trafia w stajni do swojego boksu.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii konie i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s