klasyka

Rano – znowu podejrzanie dobrze i sprawnie. Esme w przedszkolu a my oglądać słomę z prosa – wygląda OK, wzięliśmy dwie kostki na próbę. Podobno świetna – ścielić można jak słomą a i podjadać zwierzyna ją lubi. Zobaczymy. Jak się sprawdzi – kupimy zapas. Droga nie jest i pan może nam ją na podwórko przywieźć. I jest w kostkach a nie w belach, co przy braku: primo – ciągnika z podnośnikiem, secundo –  dużej wiaty do trzymania bel, jest znacznym ułatwieniem. Kostki można wrzucić na stryszki – beli widłami raczej żadne z nas nie dźwignie. Ciężka trochę i mało ustawna. A w okolicy najbliższej wszyscy jak mają, to w belach. Trzeba będzie chyba pomyśleć o dostawieniu sporej wiaty – miejsce jest. Wtedy byłoby gdzie ewentualnie bele poustawiać, a turlać we dwie osoby można spokojnie – samemu, jak się człowiek uprze, też.

W drodze do domu Estera zasnęła – dobrze, będzie można podziałać w stajni we dwójkę, czyli pójdzie szybciej. I tu się zaczęło – szczeniaki postanowiły polować na kury. Najpierw ganiały jedną, potem dorwały drugą i Deser wyskubał pęczek piór z ogona. Potem pogoń za kolejna kurą, włączyły się gęsi, narobiły hałasu – jak to gęsi – i obudziły Esterę. Tyle z chytrego planu działania. Klasyka. Estera do wózka i do stajni. Posiedziała z dziesięć minut i jej się znudziło – chodzić chciała i owies przesypywać. Hela postawiła sobie za punkt honoru przewrócić małą dziewczynkę tyle razy ile tylko się uda. Oczywiście dziewczynka mała przewrócona zaczynała wrzeszczeć, na co przybiegała Truskawa z Deserem i zaczynały po niej skakać. Ergo – jedno z nas biega za dzieckiem. Strasznie to usprawniło pracę. A trzeba było trochę stajnię przeorganizować na intencję koni co mają potencjalnie we czwartek przyjechać. Ale jak przenosić siano i owies z boksu siennego, jak bez przerwy psy szaleją a dziecko wrzeszczy?

Kozi gang oczywiście postanowił uświetnić dzień nieznośnego zwierzaka swoimi popisami – rozwaliły siatkę na rogu i zaczęły objadać leszczyny – niech jedzą, mniej będę miał do wycinania. Potem szkodniki poszły paradować po drodze. Po powiatowej drodze – granda! Ania sugerowała, że chcą złapać stopa, tylko dokąd niby? Próbowałem fazę szczeniaków na ganianie wszystkiego wykorzystać do zaganiania kóz – zagoniły, pod leszczyny, do sadu. Brawo – prawie ten kierunek co potrzeba. Kubeł z owsem w garść i kozy zamknięte w koziarni. Wrócił spokój. Na chwilę.

Zrzuciłem siano i nie zdążyłem go donieść do stajni, jak szczeniaki dorwały kurę w drewutni. Dostały po grzbiecie – pomogło im na moment. Kura przerażona została odniesiona do kurnika. Siano zaniesione do stajni, powrzucane do boksów, podłoga posprzatana. Wodę trzeba wymienić – Truskawka właśnie osaczyła kurę ciemną w boksie. Pech – dostała lodowaty prysznic. Pomogło. Przeszliśmy przez całe podwórko po drewno na rozpałkę – kury mijała łukiem. Czy to oznacza, że musimy chodzić zawsze z kubłem pełnym zimnej wody, żeby szczeniory oduczyć ganiania drobiu?

Na obiad fish’n’chips – pasuje do pogody.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii konie, psy i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s