się dzieje

dużo i oczywiście na raz. Po pierwsze przyjechał nowy koń – Lakshmi – 15 miesięczna klaczka. Zgrabna, drobna, szybka. Indiańskie imię – Przebiegająca pod pastuchami. To jakby początek ogólnego dziania się. Przyjechała 5 stycznia, we czwartek, w tak paskudną pogodę, że nawet nie puszczaliśmy koni na pastwisko. Lakshmi zamieszkała w wielkim boksie koło Tangensa. Powąchali się, pochrząkali i spokój. jakby nikt nowy się nie pojawił.

Nie wypuszczenie koni ze stajni też było pouczającym doświadczeniem. Mieszkamy tu od półtora roku i od takiego właśnie czasu nasze konie codziennie – z dokładnością może do dnia bądź dwóch – wychodzą na pastwiska. Jak jest trawa – skubią trawę. Jak nie ma – dostają siano. Chodzą codziennie. Na noc wracają do stajni (choć w czerwcu Amir, Intendent i Dumka zostawały na pastwiskach przez całą dobę). Są na dworze po dwanaście godzin z okładem, a latem jeszcze dłużej. Przedtem, przez ponad dziesięć lat swojego życia w stajni spędzały po 23 godziny na dobę i nic im się nie działo – no, pomińmy stan kopyt. Problem był, jak miały wyjść na pastwisko, bo szaleństwo było i obawa o ścięgna. A teraz – przy wyjątkowo wstrętnej pogodzie, zacinającym deszczu ze śniegiem, zostały w stajni a my cali w nerwach: czy nic im się nie stanie?.. Czy zadymy nie bedzie? Ale co by się miało stać? Stały oczywiście grzecznie, tak jak całe dotychczasowe, Warszawskie życie.  Zabawa się zaczęła jak następnego dnia puściliśmy towarzystwo na pastwiska.

Oczywistym było, że będzie ganiane, bo nowy koń w tabunie. Zawsze tak jest. Tylko zawsze jest uciekane dookoła, gonione dookoła, do znudzenia. A potem nowy koń stoi z boku, jak się zbliża – znowu jest gonione i tak przez dwa tygodnie. I spokój. Ale nie tym razem. Lakshmi ma technologię inną – 3/4 okrążenia, lekko się pochylić i prosto na pastucha. Taśma smyk po grzbiecie, drut z dolnej linii w driebiezgi, hamowanie i spokój. Goniący hamują przed pastuchem, uciekająca 5 metrów za. I spokój. Za jakiś czas wypad pod pastuchem, 3/4 okrążenia i spowrotem za ogrodzenie. I spokój. Ile razy w ciągu godziny można ten sam drut wiązać? No ile? Nie wspomnę już, że przejścia między kwaterami na pastwiskach zamknięte były tylko pojedynczą – górną – linią pastucha. To jakby dla Lakshmi nie istniało. Ganialiśmy się pół soboty, drugie pół, póki widno było, Lakshmi stała tuż za linią pastucha, na nieogrodzonej łące, a my porządkowaliśmy las przed stajnią, patrząc co konie robią.

W niedzielę ucieczka ogólna – Lakshmi położyła jeden słupek od ogrodzenia i całe towarzystwo pogoniło ją przez las, nad stawem, znowu przez las i potem na pole sąsiada. Dobrze, że Ania nie była sama w domu z dziewczynkami (ja właśnie oczywiście robiłem zakupy w Nasielsku) i mogła przynajmniej próbować ganiać konie. Złapała Amira, ale towarzystwo za nim nie wróciło. Znowu – dobrze że mamy miłych sąsiadów 😉 Jak wróciłem do domu, konie były już połapane a Miła Sąsiadka właśnie wracała do samochodu po akcji – dzięki!

Od niedzieli kobyłka chodzi z Tangensem. Ona się uspokoiła i nie ucieka, on nie goni, bo i po co? Powoli będziemy dołączać resztę stada. Dziś była krótka ucieczka i… w zasadzie nic się nie stało. Zatrzymała się przed podwójnym pastuchem.

Porządki leśne to też, poniekąd, zasługa Lakshmi – postanowiliśmy wreszcie dokończyć zimowe padoki, zaczęte latem, żeby móc konie podzielić na podgrupy i trzymać bliżej stajni, mając na oku, jakby co. Powycinałem jakieś nieprzytomne ilości czarnego bzu wielkości sporego drzewa – straszny badziew. Narobić się trzeba, a ani z tego drewna coś zbudować, bo miękkie, ani to ciąć do palenia w piecu, bo miękkie. No badziew. Trochę jakichś jesionów grubości dwóch, trzech palców – to ewentualnie na żerdki, a jak nie, to do pieca, bo twarde i dużo ciepła daje. Została najgorsza gęstwa od strony drogi – stare śliwki z odrostami, akacje, wszystko splątane chmielem i czymś jeszcze bardziej wijącym, przywalone chrustem ściętym przez drogowców dwa lata temu w czerwcu czy lipcu. Chrustem głównie kolczastym i długim – może ze dwa pnie solidne na opał się z tego wyciągnie. Trzeba będzie wziąć piłę i metodycznie ciapać wszystko, co zbędnę (Ania maczetą odrąbuje gałązki z krzaków i drzewek które wycinam piłą spalinową) i palić chrust, bo w nim utoniemy. Grubsze odłożyć na bok – potnie się później na opał.

Żeby nie było, że tylko psujemy, zaczęliśmy sadzić żywopłot na łące wzdłuż drogi – przed wczoraj 22, dzisiaj 21 grabów przeniosłem z lasu. Dołek co pół metra, grab, szufla końskiego nawozu, przysypać i przydeptać. Pomiędzy powtykamy głogi i inne równie atrakcyjnie kolczaste roślinki. Te dumnie brzmiące 43 graby utworzyło szpaler długości… 20 metrów mniej więcej. Zostało jeszcze 200 m do asfaltu, wzdłuż asfaltu trzeba pouzupełniać luki w krzakach już tam rosnących i rzeczone rosnące nieco uformować, a potem już tylko 300 m za rowem, wzdłuż miedzy, poczekać cztery – pięć lat i będzie ściana nie do pokonania dla koni. Przy założeniu, że roślinność się przyjmie, a nie zrobi brzydkiego psikusa. Dobrze, że pogoda marcowa, to  można szaleć z sadzeniem. Dobrze drugie, że jak na razie przesadzamy tylko – zawsze to trochę taniej przy długości żywopłotu do posadzenia i ilościach sadzonek na to potrzebnych. A potem to już tylko bramy do wjeżdżania na łąkę porobimy eleganckie drewniane i będzie pięknie!

A jak na razie mamy:

  • za stajnią – rozbebrany las ze stertami chrustu dookoła
  • koło domu – rozbebrane leszczyny ze stertami chrustu dookoła
  • przy drodze – rachityczny, żałośnie smętny pseudożywopłot, który prawdopodobnie się nie przyjmie
  • zajęcie i poczucie, że robimy coś pożytecznego
Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii konie i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s