mróz trzaska i rysuje figury

Tak, zima to niekończący się festiwal przyjemności. Aż człowiek nie wie, od czego zacząć. Woda w końskich wiadrach zamarza, więc na podwórku rosną kolejne lodowe babki – technologia pojenia jestnastępująca: wywalić lód z wiadra, nalać ciepłej wody – najlepiej tyle, żeby koń wypił od razu, dolać ciepłej wody. Po ostatnim, okołopółnocnym pojeniu, rano wiadra znów pełne są lodu.

Przeszliśmy już definitywnie na system padoków zimowych i karmienia sianem na padokach – spod śniegu nic nie da się wygrzebać. I tak chodzimy, nosimy siano, robimy babki z lodu, dolewamy gorącej wody. Konie siano skubią, wody trochę wypijają, trochę zużywają do produkcji lodowisk. I jakoś do przodu.

Mamy zapasy słomy z prosa – przyjechało 600 kostek. Wielkich kostek. Kolejny raz bez przyjaciół i sąsiadów byłoby ciężko – dzięki! Ponieważ mróz trzyma, od półtora tygodnia – bo wtedy była dostawa – mamy na podwórku ozdoby w postaci ciągnika i dwóch przyczep – pan od słomy powiedział, że zabierze maszyny jak się trochę ociepli (ciągnik oczywiście w wersji bez kabiny, a jakże!) bo nie chce ryzykować zamarznięcia w drodze.

Podwórko posypujemy popiołem, bo tak się już wyślizgało, że trudno jest ruszyć samochodem pod minimalną nawet górkę. Dzisiaj rano zastanawiałem się, czy nie należałoby posypać również dojazdu do skrzyżowania, bo ni jak nie da się tam zahamować, gdyby coś z boku jechało.

Udało się odpalić LR – po tygodniu. Wymagało to naładowania akumulatora, zabrania do domu filtra paliwa, żeby parafina się roztopiła (nie należy wlewać bioestra przed mrozami!), nalania normalnej ropy do baku, nadmuchania samostartem w filtr powietrza i już*. Zapalił. Wczoraj po 22:00. Idąc za ciosem wykonaliśmy tradycyjne, zimowe, nocne odpowietrzanie sprzęgła i gites. Chyba. Na noc akumulator i filtr powędrowały do domu, na wszelki wypadek.

Znowu podróżowałem ciągnikiem wioząc siano od sąsiadów. Łzy pędem wiatru wyciśnięte zamarzły mi pod oczami. Morał – jeździć wolniej! We środę znowu pojadę. Jak odpali LR – to nim pojadę, z przyczepką. Zawsze to milej mieć kawałek szyby przed nosem, choć z drugiej strony – co tu potem opowiadać? Samochodem w mróz jeździć to żaden wyczyn! Chociaż może samochodem siano wozić… to już trochę bardziej do opowieści się nadaje.

Panu Pikusiowi mrozy chyba służą – zborniejszy jakiś jakby, reaguje trochę. Ataków nie ma. To by wskazywało na słuszność teorii o krzemowym mózgu…

*Oczywiście przed południem była bezskuteczna walka, też przy pomocy samostartu. Jedyne co udało się uzyskać, to nieco inny dźwięk nie zapalającego silnika oraz dźwięk dodatkowy, taki między dzyń a łup oraz wziiiicyk. Może trzeba było zaczynać od nalania paliwa, bo już resztki były, a zdecydowanie by pomogło, gdybym od razu zajął się parafiną w filtrze, zamiast silnik katować.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii konie, psy i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s