wieczorne wiadomości

koło południa zaczęło się dziać wszystko na raz, jak to zwykle. Przyjechał pan od słomy po ciągnik i przyczepy. Fajnie. Ciągnik odpalił, jedną przyczepę udało się z podwórka wyciągnąć, choć nie bez poślizgów na minimalnym-ale-jednak progu, jaki pozostał po doprowadzaniu wody do stajni. Nic – udało się ciągnik wypchnąć, przyczepę odholował na górkę, z 500 m od podwórka. Wrócił po kolejną i tu klops. Nie dał rady ruszyć z miejsca. Koła się ślizgają. Niewiele pomogło szarpanie przyczepy na taśmie – ciągnik się ślizgał i koniec. A potem zaczął dziwnie dymić i dźwięki dziwne wydawać. Pan go zgasił i już nie udało się odpalić. Ciągnik w bramie na podwórko, przyczepa na środku gminnej drogi… Ogólnie niefajnie w zasadzie, przy czym niezbyt uprzejmie dodam, że bardziej mnie martwił potencjalny brak przejazdu przez bramę. W końcu ciągnik wepchnęliśmy tak, żeby było przejezdnie i bramę żeby dało się zamknąć. Pan zapowiedział, że przyjedzie z większym ciągnikiem i jakoś pozabiera swoje zabawki. OK, co nam tam.

Z tego wszystkiego zrobiła się 13:00. Ania wparadowała do domu niosąc drącą się gęś. Gęś została napadnięta przez Truskawkę, kiedy Ania rano obrządzała inwentarz. Truskawa dostała wiadrem z wodą (siedziała na gęsi trzymając ją za szyję), puściła gęś i wydawało się, że jest dobrze. Nie było. Ania przyniosła gęś, gąsiora właściwie, bo jak sie okazało po bliższych oględzinach Truskawa rozpłatała mu pierś lewą. Wielka, ziejąca rana, falująca, zwłaszcza przy wrzaskach. Nic zabawnego, ale jednak wielkie ptaszydło na izbie wzbudziło trochę wesołości. Szyte było w łazience, przy lustrze – tam nie doskwierała ptaku samotność. W jakimś momencie Esme wparowała z okrzykiem:
– Zamknijcie drzwi bo od tego hałasu to już mnie uszy bolą!
Istotnie – gąsior darł się co jakiś czas. Tłumaczyliśmy, że Mama próbuje go uratować i może warto znieść trochę krzyków… Dziesięć szwów Ania mu założyła. Prościej było zrobić pieczeń, ale jakoś to nie byłoby w porządku. Przecież ustaliliśmy dawno, że drób trzymamy dla jaj i dla ozdoby.

Pan od słomy przyjechał po ciągnik raz jeszcze. Akurat wtedy, kiedy kończyłem odgradzać kojec porodowy od reszty koziarni. Ciągnika uruchomić się nie udało – stoi nadal przy bramie. Udało się dokończyć porodówkę – fakt, że kury i gęsi zaczynały się drzeć za każdym razem, jak włączałem wiertarkę pomijam, jako mało w zasadzie istotny. Ot, taki element codziennego rejwachu.
Mećka sprawiała wrażenie obrażonej, że została wywalona od Kózki F. i Potomstwa. Przecież chciała tylko być dobrą ciotką… Że przy okazji wyżerała ziarno, wylewała wodę i przeganiała Kózkę F. od dzieci? Przecież jest kozą, prawda?

I dalej się podziało. Pojechałem do Miłej Sąsiadki nakarmić konie i oczywiście zawracając przed bramą musiałem tylnymi kołami spaść z drogi w pole, a co. Dobrze, że w bagażniku od jakiegoś czasu podróżują łańcuchy – po krótkiej walce przypomniałem sobie jak to się zakłada. Trochę mi ręce w śniegu zmarzły, ale wyjechałem. I szybciej było, niż wędrować gdzieś po ciągnik. A można było wyjechać tyłem, można było, ale to oczywiście byłoby zbyt banalne rozwiązanie. Nie po to ma się terenowy samochód, żeby tyłem wyjeżdżać z wąskiej drogi przez pola.

Właśnie wróciliśmy od kóz. Powiesiliśmy im grzejącą żarówę. Tymotka jakoś słabo je. Trzeba ją namawiać. Próbowaliśmy strzykawką, butelką, w końcu udało się ją przystawić do strzyka i jadła sama. Rano zobaczymy, co dalej.

Idę przynieść z samochodu mięso dla psów (ciepło jest, to trzeba je do zamrażarki schować).

Dobranoc.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii kozy, psy i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „wieczorne wiadomości

  1. dorotka pisze:

    Być może dla Was to średnio śmieszne, ale ja wybuchnęłam dość gromkim śmiechem jak przeczytałam o tym, że gęś została zaatakowana przez truskawkę… 🙂

  2. rf pisze:

    Czerwoność na gęsiej piersi była bardzo truskawkowa… Dzisiaj rano kura była ganiana.

    • dorotka pisze:

      tak sobie myślę, ze macie tam jakąś truskawkową inwazję 🙂
      A co jest naturalnym szkodnikiem truskawek? Stonka? 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s