oczekiwanie

Padoki oczywiście nie wygrodzone – czasu nie starczyło. Pocięte jest za to drewno z jesiennego i zeszłorocznego, wiosennego porządkowania lasu. Teraz trzeba je zwieźć do drewutni i niech schnie. Na pocięcie czekają leszczyny w ogrodzie, a następnie te jeszcze rosnące – trzeba je uporządkować przed wiosną. Wczoraj próbowałem spalić część drobniejszych gałązek, ale znowu bez powodzenia. Jakieś niepalne drewno.

Kozy zweryfikowały negatywnie zawiasy, na których powiesiłem drzwiczki do kotnika. Nowe zawiasy czekają na przykręcenie. Czekają też zawiasy do drzwi do stajni, zawias od bramy czeka na przyspawanie, czeka na wymianę żarówka nad boksem Amira, oraz żarówka w lampie grzewczej u kóz. W kolejce oczekujących znajdują się również dwa zawory w piwnicy pęknięte przez mróz. Czy coś jeszcze czeka? No dłużej oczekujące są dwie lampy do zainstalowania na końcu stajni. I wygląda na to, że to wszystko będzie musiało jeszcze poczekać, bo Estera postanowiła wzmóc aktywność, nie sypiać w dzień i generalnie wymagać nieustającej uwagi, co wyklucza robienie czegokolwiek jednoosobowo, a tak się jakoś składa, że ostatnio w domu bywamy pojedynczo. Wczoraj pomagałem sąsiadom ładować ziarno i sianokiszonkę, dzisiaj Ania pojechała do Ciechanowa. I wszystko czeka. Strasznie jest to denerwujące, bo wszystkie te oczekujące na zrobienie rzeczy – może z dokładnością do wycinania leszczyn – nie są ani specjalnie skomplikowane, ani czasochłonne. Tylko wymagają wyjścia z domu i zabrania się za nie, a to jest niemożliwe, przy rozrabiającej Esterze.

Szczeniaki, dalej zwane szkodnikami, dorwały Koguta Irka. Zdążyłem – miotła poszła w robotę i kogut uratowany. Deser próbował się odgryzać tymi swoimi małymi ząbkami. Wcale to nie jest śmieszne, bo najwyraźniej szkodniki uznały polowanie na drób za doskonałą rozrywkę. Wczoraj rano, idąc do sąsiadów, musiałem wrócić i poprosić Anię, żeby zamknęła Hell Riders w stajni, bo cała gromadka za mną radośnie dreptała. Efekt – mamy już tylko trzy kury i dwa koguty. Ze dwa dni temu paskudy dorwały pocerowaną przez Anię gęś – zostały nam dwie. Siedzę i oglądam ogrodzenia elektryczne dla psów – wspominałem już, że szkodniki ganiają samochody, rowerzystów, przechodniów? Zaraza.

Tymotka na widok któregoś z nas wchodzącego do kotnika i łapiącego Kózkę F. radośnie podbiega żeby jeść. Czy to już jest uwarunkowanie?

Trochę się udało – brama wisi na nowo przyspawanym zawiasie, przykręcone zawiasy u kóz i przy drzwiach do stajni. Zmienione żarówki. W drodze z Ciechanowa Ania przywiozła siano – dwie dostawy LR. Jak na cały dzień to imponująco to jakoś nie wygląda. Radio znowu stanęło na wysokości zadania – Lada dzień majster Grisza się zjawi, do wszystkiego swe ręce przyłoży on dwie i naprawi… – zaśpiewało głosem Stanisławy Celińskiej.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s