Co to ja miałem napisać?

Konie od wczoraj chodzą na nowym padoku – udało nam się wreszcie ogrodzić las, czyli padok zimowy. Akurat na coraz bardziej wiosenna wiosnę. Trochę było biegane i chrząkane na początek, ale się uspokoiło. Dzisiaj – dzisiaj niby nic, ale jednak pracowicie i owocnie. Przed południem pociąłem badyle leszczynowe zalegające od jesieni w ogrodzie. Godzina roboty, mnóstwo trocin w oczach i kupka drewna leży, zamiast stert badyli. Jutro mamy zamiar wziąć się za dalsze z leszczynami porządki. Może uda  się wreszcie rozpalić ognisko na tyle, żeby gałązki niepalne jednak ogniem się zajmowały.

Po południu pojechaliśmy, pożyczywszy  przyczepę od Miłej Sąsiadki, po siano. Dwa kursy i 150 kostek przywiezione. Na raz na samochodową przyczepę z przystawkami ponakładaliśmy 73 kostki (4 brakujące do 150 wrzuciliśmy do samochodu). Pojechała z nami Hela. Pobiegła za samochodem i szybciej było wziąć ją do środka niż wracać i ją gdzieś zamykać. Okazała się doskonałym psem stróżującym – szczekała na wszystkich przechodniów, szczekała na szczekające psy. Na podwórku jest najcichsza z całej sfory, a tu nagle taki psikus. Pilnowała samochodu. Zaimponowała mi, mimo że szczeniaczy szczek prosto w ucho do najwyższej klasy przyjemności nie należy. Przypomniały mi się opisy Tosa Inu zamieszczane przez właścicieli na forum molosów.

O spacerach napisać jeszcze miałem. Volvo w naprawie, więc w poniedziałek i wtorek na stecję kolejową szedłem piechotą. Okazało się, że najprzykrzejsze jest myślenie o konieczności wyjścia z domu tuż po świcie. Jak już człowiek idzie, jest pięknie. Cisza, spokój, powoli wschodzące słońce. Śpiewające ptaki. Dużo czasu, żeby po wiejsku ludziom w ogródki pozaglądać. W poniedziałek, przez 40 minut nie spotkałem ani jednego człowieka. Żaden samochód mnie nie minął. W obejściach nie paliło się ani jedno światło. W jednym gospodarstwie, w sadzie, trochę przed szóstą, słychać było ujadanie psów i pochrząkiwania. Zastanawiałem się, czy zaraz będę musiał zwiewać przed dzikami. A tu niespodzianka – psy obszczekiwały świnię luzem. Obrazek jak na tak wczesną porę trochę niezwykły. Prawdę powiedziawszy świnia luzem biegająca w sadzie nie jest w ogóle częstym widokiem. Poszedłem dalej. Szedłem ani szybko, ani wolno. Szedłem. Przestrzeń i b rak pośpiechu, wszystko wolno się przesuwało. W Warszawie też zwyczajnie szedłem z dworca do szkoły, ale było zupełnie inaczej. Efekt stroboskopowy – kolejne witryny sklepów, ludzie pędzący, samochody, światła. Wszystko szybko, szybko, szybko. Można oszaleć. Zwsiałem? Możliwe. Dobrze mi z tym.

We wtorek historia powróciła. Okazało się, że świnia dała dyla z chlewa a szczekające psy które widziałem, to psy z innego gospodarstwa. Psy świnię – ciężarną maciorę – pogryzły i Miła Sąsiadka była wzywana na pomoc chwilę po tym, jak przechodziłem koło sadu.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność, konie, psy i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s