wiosna wiosna

w sobotę udało się zakończyć boje z leszczynami, trwające od października. Odsłonił się wspaniały widok na łąki a w ogrodzie wyrosły olbrzymie sterty drewna. Przy okazji znaleźlismy kolejną porcję skarbów – butelki po sokach, butelki po perfumach, talerze, butelkę po PEPSI, żarówkę. Przesuniemy granice ogrodu trochę w dół, w stronę sadu, za to koński wybieg poprowadzimy aż do przerzedzonych drzew na miedzy. Albo pomiędzy drzewami – powstała aleja z jednaj strony mająca orzechy i jabłonie, a z drugiej śliwki – zrobimy korytarz od padoku paradise. Się zobaczy.

Łąki wysychają, niedługo będziemy orać i siać trawę z owsem. Owies zbierzemy – będzie ziarno i słoma –  zostanie nowa łąka. W piątek poszliśmy przekopać dołki i spuścić, jak nam sie wydawało, resztki wody. Wczoraj okazało się, że wody ile było, tyle jest, bo skądś napływa. Rów przydrożny zarośnięty i zamiast tamtędy, woda płynie po naszej łące. Tylko skąd ona się bierze? Może to sa te „naturalne cieki” wspomniane we wniosku o dopłaty? Tajemnicza sprawa.

Szczeniaki od dwóch czy trzech dni siedzą zamkniete w boksie Dumki – nasze konie zostają na noc na padoku – bo zabawa w ściganie samochodów i rowerów zrobiła się już nieznośna i mało śmieszna. Dla nas mało śmieszna, jeszcze mniej dla rowerzystów. Szczeniaki są szybkie, nawet bardzo. W biegu potrafią doskoczyć z paszczą na wysokość kierownicy. B. w niedziele wieczorem opowiadał, że Hela złapała go za rękaw, jak przejeżdżał. Pełen był uznania, że takie dobre i ostre psy mamy… Przepraszałem, a on się tylko szeroko uśmiechnął: No coś ty! Dobre sk&^%#@&*y pręgusy są! Ostre je%#@ce! Myślałem, że jak małe, to nie będa gryźć, ale one już nie są wcale małe. Jeszcze sobie radzę, ale jak we trzy lecą, to uch. Dobrze, że kurtkę miałem jak mnie ta żółta (Hela) złapała! Tylko jakby jakaś baba jechała, to mogłaby wrzasku narobić niepotrzebnie!
Sam by narobił, gdyby nie miał grubej kurtki… W weekend budujemy kojec. Takie są przynajmniej plany (ogrodzenie elektryczne przestało nam sie podobać, jakoś obydwoje, równocześnie i niezależnie, straciliśmy wiarę w możliwości jego działania).

W niedzielę wieczorem, kiedy B. opowiadał o spotkaniu z Hell Riders, Ania z Miłą Sąsiadką właśnie sterylizowały Glendę, co daje pewne szanse na utrzymanie na stałym poziomie populacji kotowatych w obejściu. Zaoszczędzi nam też przyjemności wysłuchiwania kocich miłosnych śpiewów pod oknem. Dzisiaj wysterylizowały Desera. Łazi po domu w kołnierzu i co jakiś czas wyje. Oczywiście teraz chciałby wyjść na podwórko, choć zwykle pcha się do domu. To chyba kolejny dowód na to, że psy i koty, w swoim przekonaniu zawsze znajdują się po niewłaściwej stronie zamkniętych drzwi. W kolejce na zabieg czekają Hela i Truskawka.

W ogóle niedziela była dośc pracowita. Potwornie wiało, co skłoniło mnie do zrobienia prania wszystkich pieluch. Porozwieszane na sznurkach w ogrodzie wyschły błyskawicznie. My w międzyczasie pozbieraliśmy kamienie z miedzy i przywieźliśmy do warzywnika, żeby grządki obłożyć, grządki natomiast uporządkowaliśmy po zimie. Zdjęte resztki poszarpanej agrowłókniny, powyciągane tyczki od pomidorów, przekopana grządka ziołowa, pod ścianą gabinetu i warsztatu. Od poniedziałku Ania pracowicie wywozi na nią nawóz spod koni. Wczoraj go przekopaliśmy. Poczekamy aż wyrosną chwasty, potraktujemy je herbicydem i posiejemy to, co ma tam rosnąć. Żadnego pielenia, a siać rukolę czy inną sałatę przez agrowłókninę, to przesada. Pojawiły się już pierwsze listki na grządce poziomkowej.

Przed chwilą dzwonił geodeta – mapa jest gotowa. Po tygodniu. Albo po 9 miesiącach, jak kto woli, bo pierwszy geodeta był u nas w maju czy czerwcu 2011 i jakoś nie mógł skończyć pracy… Temu poszło szybciej. Jutro pojedziemy do Pułtuska, odbierzemy mapę i kupimy trawy na łąki.

W ogrodzie wszystko się już obudziło po zimie. Rosną irysy które były tu zawsze, pokazały się hiacynty i tulipany które sadziliśmy w zeszłym roku jesienią. Wschodzi też coś przy studni – nie pamiętam, co tam z Esme nawtykaliśmy. Sumak – posadzony jesienią – ma już małe listki. Wczoraj widzielismy pierwsze tej wiosny bociany.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność, koty, psy i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „wiosna wiosna

  1. Bogna pisze:

    Bardzo dużo cennych wiadomości. Co do soboty to aż dziw, gdzie był jeszcze czas na to wino , piwo i rozmowy.Wino jest dobre, ale kończę z tym, nie powinnam. Rzadko co prawda, ale tak naprawdę nie wolno mi wcale, jeśli chcę pobyć jeszcze jakiś czas we względnym zdrowiu. Lepiej nie wywoływać wilka z lasu.

  2. Bogna pisze:

    co to jest moderacja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s