rzecz prosta z niebem, zaraz będzie padał deszcz

wczoraj deszczem pachniało od samego rana. Dziewczynki też były nakręcone, jak zwykle w deszczowy dzień. Najpierw udało się wymienić niedziałającą nową wkrętarkę. Niby banał, ale trwało to z pół godziny. Pan zajmujący się narzędziami, wysłuchawszy że coś z wkrętarką jest nie tak bo nie ładuje akumulatora, zadzwonił do serwisu i zadał pytanie klasyczne: – Nie wymienicie mi prawda? Muszę wysłać do naprawy, tak? No oczywiście, że potwierdzili obydwa jego przypuszczenia. Ale się uparłem, bo naprawia się na gwarancji coś, co działało i  działać przestało, a nie rzecz nie działającą zaraz po przyniesieniu ze sklepu i rozpakowaniu. Nie moja sprawa, jak się sklep z dostawcami towaru czy serwisami umawia. Kierownik (syn właściciela sklepu) już problemów nie miał. Wymienili, tak jak prosiłem. Tyle, że wszystko łącznie trwało z pół godziny, bo oczywiście w biurze ktoś był i załatwiał z kierownikiem coś.

Później pojechaliśmy oglądać siano – to przywiezione poprzednio właśnie miało się skończyć, z czego wynikałoby, że 150 kostek starcza na miesiąc. Tym razem kupiliśmy takie wielkie bele, po 250 kg. Trzeba było trochę poczekać, bo człowiek z którym się umówiliśmy pojechał na łąkę siać nawozy. Była jego mama. Pogoda ładna, zostaliśmy na podwórku i zaczęła się rozmowa. Bardzo miła pani. Potem przyjechał człowiek właściwy z ojcem i…. dalej rozmawialiśmy. Jak to na wsi. Pan Starszy przysiadł z boku i słuchał uśmiechnięty, czasem coś dopowiadając. Pani Starsza przeprosiła i poszła do domu zająć się swoją robotą. Rozmowa była o wszystkim – ciężarówkach niszczących gminne drogi, dzieciach studiujących, gospodarstwach bez następców, gdzie za niedługo ziemia będzie do kupienia. O tym, że w święta w Klukowie był wypadek i że tam rondo powinno być, a nie w Strzegocinie, gdzie prawie wogóle nikt nie jeździ. Stanęło na tym, że koło południa pan przywiezie nam sześć bel.

Pojawił się właściciel ciągnika, stojącego u nas na podwórku. Jak zwykle, bez zapowiedzi. Przyjechał z bratem. Znowu zaczęli ładować akumulator i próbować odpalić maszynę – bez powodzenia. Przyjechał pan z sianem. Pięknym Zetorem z podnośnikiem hydraulicznym z przodu. Zaordynowaliśmy trzy bele do stajni i trzy do stodoły. Znowu nie mogłem wyjść z podziwu dla szybkości i precyzji z jaka można jeździć  ciągnikiem. Mieszczenie się w wąskie wrota wielką maszyną, dźwigającą ogromy ciężar nieustająco robi na mnie wrażenie. Sześć bel było rozładowanych w okamgnieniu. Potem nastąpiła próba odpalenia na hol ciągnika stanowiącego od jakiegoś czasu wystrój naszego podwórka. Jedyny efekt jaki udało się uzyskać, to powyrywane kamienie z podjazdu do bramy. Pan od ciągnika pojechał i wrócił tym razem z synem, na oko trzynastoletnim. Rozmontował pompę hydrauliczną, bo założenie było, że to ona właśnie się zepsuła i blokuje wszystko. Trwało to, a na koniec diagnoza – zatarty silnik… Poszła uszczelka pod głowicą, dostała się woda do oleju i pozamiatane. Pan miał wrócić dzisiaj – nie wrócił.

Również wczoraj zaczęliśmy budować budę dla psów. Podłoga z palet – mieliśmy akurat dwie. Słupki z kantówek – trochę się tego walało tu i tam. Wczoraj powstała rama konstrukcji i ściany zewnętrze – deski poziomo, na zakładkę, żeby deszcz spływał. Zapadała ciemność i prace trzeba było przerwać.

Dzisiaj rano peregrynacje po sklepach, bo przez noc dojrzał plan zakończenia budy i stało się jasnym, co trzeba dokupić. Potrzebne było pokrycie dachu i coś na ściany wewnętrzne (pomiędzy ścianami styropian który mieliśmy). Miało być ondulowane coś na dach i sklejka na ściany. Skończyło się na goncie bitumicznym i panelach podłogowych – końcówka serii była po 8zł za metr. Pół dnia pracy – wróciłem z zakupów koło południa, trzeba było dopoić i zasianić konie – i buda gotowa. W zasadzie rodzaj szopki, jak nazwała ją Miła Sąsiadka. Taka szopka post-wielkanocna, a co. Święta, to święta! Dziewczynki przeszkadzały jak umiały, ale mimo to udało się skończyć budowę. Trzeba jeszcze wygrabić pokruszony styropian z kojca, ale to już jutro. Dziś psiarnia spędzi pierwszą noc w budzie. Zobaczymy, jak im się to spodoba. Nam perspektywa psów w psiarni, braku konieczności przeprowadzania ich z boksu do sieni i na powrót do boksu, podoba się bardzo. Oczywiście pierwszym mieszkańcem skończonej budy dla psów został kot, jakże by inaczej. Koty są wszędzie i są strasznie ciekawskie.

Esme zasnęła, jak zaśnie i Estera czeka nas wymiana zaworu do zalewania hydroforu wodą – pękł z niejasnych powodów i albo z niego cieknie, albo pompa ssie powietrze. Podpowiem, że ani jedno, ani drugie nie jest szczególnie porządane. Trzeba naprawić. Ot, uroki mieszkania we własnym domu.

Deszcz którym pachniało wczoraj od rana padał w nocy i nad ranem. Ogólnie pogoda nastrajała melancholijnie. Potem się rozpogodziło i po południu świeciło słońce.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność, koty, psy i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „rzecz prosta z niebem, zaraz będzie padał deszcz

  1. Bogna pisze:

    I buda im się podoba? A Pan Pikuś mieści się tam z resztą , lub reszta z nim?
    Teraz mają być dwie zimne noce.
    Co robią jak pada deszcz, brak okna , nie będą mogły wszystkie wyglądać na świat. Ale buda super.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s