szeroki gest siewcy

  • Nie myślałeś, że będziesz kiedyś siał ręką, co? – zapytał wczoraj sąsiad.
  • Nie, prawdę powiedziawszy, nie. Na pewno nie myślałem, że będę siał zboże.

Ale sialiśmy. Wczoraj pod wieczór sąsiedzi przyjechali i zaorali nam ostatni kawałek który wcześniej był zbyt mokry. Znowu taniec dwóch ciągników na naszym polu. Jeden z pługiem, drugi z bronami. A potem ziarno w kubełki i sialiśmy. Kolejna uspakajająca, niespieszna, rytmiczna praca. Pasek przy samej drodze obsialiśmy tylko trawami – owsa przygotowanego do siewu było trochę ponad pół worka i nie starczyło. Nie warto było przywozić więcej. W ten sposób, pod koniec maja mamy zakończone wiosenne prace polowe. Teraz czekamy, aż trzeba będzie kosić łąki i zbierać siano. Niech trawy się jeszcze wykłoszą i przekwitną. Przydałoby się trochę deszczu – jest ciepło i wszystko rośnie. Po deszczu rosłoby jeszcze lepiej.

W zeszłym tygodniu Mećka urodziła dwie kózki – Dzwoneczka i Różyczkę. Dzwoneczek jest cały biały, Różyczka ma szary grzbiet. Wszystko poszło szybko i sprawnie, pod wieczór, także dziewczynki widziały, jak rodzi się Różyczka – kiedy weszliśmy do koziarni po sprowadzeniu koni do stajni, Dzwoneczek już był, wylizany do sucha. Różyczka właśnie zaczynała się rodzić. Piękny widok. Mećka uznała, że najlepiej rodzić na stojąco – pewnie wiedziała, co robi, bo to jej nie pierwsze dzieci. Tyle, że w związku z powyższym Różyczka wypadła na głowę… To Esme zapamiętała najlepiej i to opowiadała w przedszkolu.

Konie chodzą na pastwisku z trawą sięgającą powyżej nadgarstków – końskich nadgarstków. To już drugi kawałek przegrodzony po zimie. Dwa tygodnie temu Ania wygrodziła im padoki poniżej sadu, nad rowem. Szybko sobie z tym poradziły. W ubiegły piątek udało nam się wygrodzić im drogę i kwaterę na pastwiskach sianych w zeszłym roku. Przy okazji po raz kolejny zmieniła nam się koncepcja, czy grodzić tradycyjne kwatery czy robić padoki paradise. Jak na razie, mają system kombinowany. Woda stoi w sadzie, z którego prowadzi długa, szeroka na pięć metrów droga na kwaterę z której dalej mogą sobie przejść na wąski pasek starej łąki nad rowem – tam nie warto byłoby wjeżdżać kosiarką. Za krzywo – bobry narozrabiały. A konie sobie poradzą. Wygrodzony fragment łąki też jest zbyt nierówny dla maszyn, ale konie sobie łażą, jak im się podoba – przewaga przyrody nad technologią. Przejedzą, przedepczą, trochę wyrównają. Nie zbierzemy siana z tego kawałka, ale za to mniej siana dajemy teraz, skoro od świtu do zmierzchu konie mają trawy do wypęku. Oczywiście były już ucieczki w rosnący owies, ale dało się nad tym zapanować. Ogrodzenie z drutu i biało czerwonej taśmy ostrzegawczej jak na razie działa nie najgorzej. Dzięki nowemu pastwisku udało się wreszcie połączyć wszystkie koni, za wyjątkiem Joya, w jeden tabun. Najpierw na trawę poszedł Tangens i Lakshmi, następnego dnia wpuściliśmy do nich resztę towarzystwa. I nic się nie stało. W zasadzie nikt nikogo nie ganiał, nikt nie uciekał, zrywając pastuchy po drodze. Trochę pobiegały i spokój – jedzenie fajniejsze. A mówią, że to muzyka łagodzi obyczaje…

Skończyły się dni szczeniaka. Z dwóch powodów: po pierwsze, ze dwa dni temu wybiegły szczeniaki wszystkie trzy, co skończyło się upolowaniem kury w przeciągu dwóch minut. Po drugie Deser nauczył się wyskakiwać z kojca. Zajmuje mu to mniej więcej dziesięć sekund, choć ogrodzenie ma prawie 1,60 m. Sprytny, zwinny, skoczny, lekki Deserek. No trudno, kolejny dowód na brak sprawiedliwości na świecie. Sprytniejsi mają lepiej – Deser siedzi na podwórku, Hela, Truskawa i Pikuś – w kojcu. Może za jakiś czas da się dołączyć drugiego szczeniaka, a potem trzeciego. Tylko one wtedy przestają słuchać i włącza im się instynkt stadny. Nakręcają się wzajemnie i polują watahą na zbiegłe kury, samochody, rowerzystów i wszystko co się rusza, z końmi włącznie. Z samym Deserem takiego problemu nie ma. Truskawka solo też jest łatwo opanowywalna (w stadzie to ona dopadła kurę zagonioną przez pozostałe dwa szkodniki). Hela gania konie i samochody. Wbrew temu, co zdawało się na początku, nad nią zapanować jest najtrudniej. Pikuś opanował nową umiejętność – straszliwie jazgocząc skacze na ogrodzenie jak  tylko widzi kogoś z nas na podwórku. Znaczy – kontaktowy i rozróżnia swój-obcy, jak nowoczesna broń rakietowa. Tyle, że nie można go puścić, bo dalej na podobieństwo rakiety działa na samonaprowadzaniu. Obiera cel i biegnie, nie reagując na wołanie. Przy ostatniej ucieczce zatrzymała go siatka na kozy – przełożył głowę przez oka i usiłował biec dalej, wtedy dogoniła go Ania. Cały czas nie ma też wyczucia jak mocno łapie zębami, choć cały czas nie robi tego w złej wierze – on chce się bawić, albo właśnie poczuł jedzenie w kieszeni czyichś spodni, więc łapie za udo. My to mały problem, ale dziewczynki raczej by nie wyszły bez szwanku z takich zaczepek do zabawy. Ergo – Pikuś siedzi zamknięty.

W warzywniku rosną truskawki – przesadziliśmy szczepki z tych starych odmian które rosły tu od zawsze – pomidory, ogórki, dynia, patisony, cukinie, fasola, groszek cukrowy, kalafiory. Na grządkach dziewczynek pojawiło się mnóstwo rzodkiewek, wschodzą buraczki. Widać już szpinak i sałaty różne. Ponieważ Estera pracowicie powynosiła i połamała wszystkie etykietki, część plonów będzie niespodzianką, bo w międzyczasie zapomnieliśmy co gdzie dokładnie jest wsiane. Będzie zabawnie. Ogród pełen niespodzianek.

Nieustająco zbieramy kamienie z pola.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność, konie, kozy, psy i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „szeroki gest siewcy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s