słońce i wiatr

– Na ciągniku prawie jak na żaglach!
– Tylko wody brakuje… – stwierdziła Miła Sąsiadka
– Płynęła ze mnie, to się jakoś liczy?
– To była słona – czyli żeglarstwo morskie!

Tak, to znaczy, że wczoraj zebraliśmy siano z łąki za rowem. Oczywiście znowu, jak to zwykle przy sianie, było wariactwo. Zaczęło się od trudności z koszeniem. Na końcu łąki, przy drodze, jest kawałek zaznaczony na mapach jako nieużytek. Trawa tam rośnie do ramion, soczysta i gęsta, tylko że kiedyś był tam staw, więc jest mokro i zwykle nie udaje się tam wjechać ciągnikiem. Uprzedzałem o tym Pana Który Kosił, ale postanowił spróbować. Szło dobrze, ciągnik nie “lgnął” więc Pan jechał dalej. Aż przód ciągnika wpadł w dziurę. Dużą dziurę. Nawet bardzo dużą. Dobry metr głębokości, ze dwa długości i półtora szerokości. Skąd ona się tam wzięła, przyczajona w trawie? P{o kamieniu, nie zasypana? Ale śladów ziemi nie widać z ewentualnego odkopywania kamienia. Pan nawet wyglądał na dość wyluzowanego, mimo wtopienia maszyny. Ja za telefon, dzwonić do sąsiadów po posiłki w postaci ich ciągnika do wyjmowania tego wtopionego – telefony nie odpowiadają. Biegiem na podwórko po samochód, do sąsiadów – udało się. Pan Który Kosi stwierdził, że taka niespodzianka to w zasadzie nic takiego, a jakby podkopać pod kołem, to sam może też by wyjechał. Kosił dalej, aż przy samej końcówce nastąpiło potężne łup! i kosiarka się wypięła – tym razem wielkie mrowisko w bruździe w ziemi. Coś zazgrzytało, Pak Który Kosi szpetnie zaklął i zaczęliśmy oglądać co tym razem. Okazało się, że w zasadzie nic – ziemia nabiła się między talerze i zablokowała nożyki. Parę ciosów płaskim kluczem i łąka była docięta. Dalszy plan był taki, że poproszę Pana K. o ciągnik, założę przetrząsarkę i od razu rozrzucę pokosy, żeby lepiej i szybciej trawa schła. Prosty i piękny plan. Zbyt prosty i zbyt piękny. Mały ciągnik odmówił współpracy, a duży się do tej roboty nie nadaje… Hmm. Pan K., nim zdążyliśmy się dobrze zmartwić załatwił nam ciągnik od kolejnego sąsiada. Przyjechaliśmy na podwórko, założyliśmy przetrząsacz i pojechaliśmy na dół, na łąkę, zobaczyć, czy wszystko jest OK i czy nie trzeba tego wariata – przetrząsacza – inaczej ustawić. Całe konsylium było, bo jeszcze przyjechał do nas człowiek po prasę Pana K., stojącą u nas od poprzedniego siana. Poustawiali, wsiedli na ciągnik i pojechali. Wtedy dopiero zorientowałem się, że:
primo – nie pamiętam jaki w C360 jest układ biegów
secundo – nie pamiętam jak przełączyć biegi polowe na szosowe
tertio – jak mi zgaśnie, nie mam pojęcia jak go odpalić…
Na całe szczęście przetrząsane chwilę mi zajęło, więc miałem czas znaleźć wszystkie biegi, włącznik startera i dźwigienkę która z dużym prawdopodobieństwem służy właśnie do zmiany biegów z polowych na szosowe. Grunt to mieć czas i spokojnie pomyśleć.

Szło nieźle w zasadzie, tylko długa trawa zaczęła się owijać wokół wirników… Hmm. Zlazłem, pogapiłem się, pokombinowałem, podciągnąłem śrubę i wszystko było jak należy. Do czasu, kiedy trzeba było przetrząsacz podnieść. Niby wszystko działa, ale jakoś mi go dziwnie pod kątem ustawiało, choć nie powinno. Hmm… Udało się jeszcze podkręcić śrubę i wrócić na podwórko bez darcia asfaltu i wyłamywania zębów w maszynie. Na podwórku zacząłem wszystko rozpinać, żeby odprowadzić ciągnik i się okazało – bolec jakiś wyleciał, co to spina takie coś z takim czymś do którego przyczepia się śrubę i dlatego nie tak podnosiło, jak powinno. Tak sobie wykombinowałem, a tu słyszę jedzie sąsiad który rano na odsiecz przyjeżdżał – wylazłem na drogę, zatrzymałem ich, przyszli, popatrzyli, potwierdzili moje przypuszczenia na temat wypadniętego bolca czy czegoś tam. Wetknęliśmy śrubę i gotowe – można odpiąć przekaźnik i jechać, nic nie będzie klekotało. Ciągnik odprowadziłem i pomaszerowałem do domu.

Rano – przewracanie siana zgrabiarką. Ale też nie tak od razu, bo przecież skoro stała dwa tygodnie na kapciu i nie była potrzebna, to dętkę zmieniać musieliśmy dopiero wtedy kiedy potrzebna być zaczęła. Klasyka. Po dętkę trzeba było jechać do sklepu traktorowego. Tam kolejka, w końcu żniwa się zaczynają, więc wszyscy wszystko albo właśnie kończą szykować, bo jest potrzebne a przez rok czasu nie było, albo właśnie się popsuło i trzeba szybko zrobić i jechać dalej. Udało się, jeszcze jakieś zakupy jedzeniowe na następny dzień, żeby było co zjeść i wypić jak wszyscy wreszcie usiądą po robocie, jeszcze potem jakieś pierdółki i pół dnia zeszło. Wróciliśmy do domu koło południa. Rozebraliśmy koło od zgrabiarki – to bez powietrza – tylko po to, żeby stwierdzić, że dętka jest cała i oprócz powietrza nic jej nie brakuje. Nie można było zacząć od akcji KOMPRESOR? Można było, ale to banalne rozwiązanie. Przypiąłem zgrabiarkę do ciągnika, Ania i Esterka pootwierały mi przejazdy przez łąkę, żeby nie podróżować na około i jazda. Jeszcze nim ta jazda się zaczęła zgrabiarka klasycznie mnie wyprzedziła – ja zwolniłem ciągnikiem, a zgrabiarka nie zwolniła – tym razem wypiął się drąg spinający dwa kółka w pozycji transportowej. Przy sianie u Miłej Sąsiadki w ogóle zapomniałem go założyć i gdyby nie M. pewnie bym nie wymyślił co jest nie tak. Jak się kółek nie zepnie – zgrabiarka wyprzedza z jednej, bądź z drugiej strony. Tak już jest. Wetknąłem drąg na miejsce, zrobiłem jakieś przetyczki z drutu i gwoździa, wjechałem na łąkę, zdjąłem drąg i zaczepiłem tam, gdzie być powinien jak nie jest potrzebny i jazda. Znowu do czasu… W jakimś momencie cały zestaw mi się rozpiął i ciągnik pojechał – zgrabiarka nie. Bolec wypadł. No wypadł, bo zamiast bolca spinającego maszynę z ciągnikiem wetknęliśmy kawał stalowej rurki 1/2” z zestawem kolanek. Się trzymała, aż zaczęło podskakiwać i się trzymać przestała. Dziwne nie jest – nie była zabezpieczona. Musiałem zgubić zgrabiarkę jeszcze dwa razy, zanim wykombinowałem jak to cholerstwo zablokować przy pomocy dyndającego obok łańcuch i kawałka drutu, przykręconego z innej strony. Przestało wypadać. Dziwne nie jest – w końcu zablokowałem. Skończyłem, zjechałem na bok, zabawkę odpiąłem i zostawiając ją na łące pojechałem do domu. Plan był taki, że może jeszcze raz wieczorem przewalimy, żeby lepiej schło. Ale schło dobrze, więc nie przewalalim.

Rano wsiadłem na ciągnik i pojechałem na łąkę. Podpiąłem, zablokowałem co trzeba łańcuchem i drutem i do roboty. Poszło sprawnie – może z godzina roboty. Odpiąłem zgrabiarkę i chciałem przestawić z przewracania z zwijanie i tu problemy dwa:
problem mały – nie ma powietrza w kole – innym niż to które sprawdzaliśmy dzień wcześniej
problem duży – NIE MA CZARODZIEJSKIEGO DRĄGA DO BLOKOWANIA! Musiał gdzieś spaść a teraz leży w sianie i czeka żeby wkręcić się w prasę i ją zniszczyć. Cholera, szlag! Dobrze nie jest. Mały problem trzeci, najmniejszy – przepinając dyszel wsadziłem łapę w gniazdo trzmieli. Bywa i tak. Nic – do domu, po samochód z kompresorem i widły, żeby szukać zguby – metrowy drąg chyba się znajdzie, prawda? Nie igła w końcu. Nie znalazł się – kiepsko oraz całkiem źle, a nawet niedobrze! Jak to się dostanie do prasy, to będzie bida! A może ktoś zakosił w nocy? Tak byłoby nawet i lepiej. Drąg się dorobi a maszyny szlag nie trafi… Nie dobrze.

No nic. Szybko koło dopompowane – ja zwijam na wałki, Ania z Esterka po coś do sklepu. W połowie roboty patrzę – powietrza znowu nie ma. Szybki telefon i Dziewczyny w drodze do domu zjechały wozem serwisowym na łąkę, szybka wymiana dętki, nadmuchać i jechać dalej. Potem zgrabiarka na podwórko a ja do Pana K. po prasę. Przyczepiliśmy, przy herbacie opowiedziałem o zgubie… Hmm. Niedobrze, oraz całkiem źle. Jak to się dostanie do prasy, to kaplica! A może ktoś zakosił? Nawet zaistniało podejrzenie kto… Na wsi wszystko wiadomo. Tak, na pewno zakosił, a co tam! Z resztą jak się pan martwi to się nic nie zepsuje, zawsze tak jest! – powiedział Pan K. – Jakby pan nie widział, to by się popsuło, a tak będzie dobrze! Zobaczy pan. – Oby! Również przy herbacie okazało się, że przyjedzi pomóc jeszcze M. od którego pożyczałem ciągnik dzień wcześniej. Przyjedzie z przyczepą, to będzie szybciej – Pan K. to zorganizował. Świetnie!

Tak więc mieliśmy przyczepę Taty Miłej Sąsiadki, pomalowaną na kolor Polish Racing Green, ciągniętą przez LR w kolorze British Racing Green, oraz wielkiego Ursusa z wielka przyczepą. I dwie ekipy do ładowania. W efekcie wyszły dwie przyczepy ciągnikowe i jedna oraz kawałek przyczepy samochodowej. To razem dało 470 kostek z jakiegoś 1.40 ha. Dramatu jak na stara łąkę nie ma, ale liczyliśmy na więcej – potrzebujemy na zimę 3000 kostek, a mamy jak na razie niecały 1000. Dozbieramy jesienią co się da, a potem będziemy się martwić. Cały czas nasłuchiwałem, czy prasa już wciągnęła zgubiony drąg, czy jeszcze dopiero za chwilę. A potem kamień z serca – B. znalazł drąg! Leżał na ziemi, prasa przeszła nad nim. Nic się nie stało, na szczęście. Oczywiście bardzo sprytnie, nawet o tym nie wiedząc jeden z wałków nawinąłem dokładnie nad drągiem. No dobrze, że to się nie dostało do prasy!

Jeszcze jedna scena się odbyła. Ekipa rozładowała siano z przyczepy ciągnikowej – z Miłą Sąsiadką siedzieliśmy pijąc piwo i gadając w tym czasie. Patrzymy – S. wsiada do kabiny i coś kombinuje.
– O, znalazł starter! – mówię, bo silnik zaklekotał
– No, żeby tylko nie znalazł wstecznego, bo za nim stoi LR z przyczepą….
Oczywiście w tym momencie ciągnik ruszył do tyłu! Już w zasadzie czekałem na łup!, ale S. znalazł również sprzęgło i hamulec. A potem ruszył do przodu. Taki miły psikus na koniec pracy. A potem jedzenie i gadanie na podwórku. Było miło. Jak dla nas bardzo nawet. Zawsze tak jest, jak się uda coś zebrać z pola.

Nastapiła jeszcze wieczorno-nocna akcja słoma od IAiSB. Pojechalim, załadowalim, posiedzielim, pogadalim, wrócilim, rozładowalim. Obrządzilim w obejściu, zrobiła się północ. Z pola nadal było słychać huczące kombajny. Żniwa.

KONIEC

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s