grudniowe dni szybko gasną

i tego nie lubię. Rano długo ciemno, wczesnym popołudniem znowu ciemno. Nim się człowiek za jakąś robotę weźmie – ciemno i trzeba przerwać. Denerwujące są też drobne zimowe niedogodności, jak zamarznięty wąż w stajni – trzeba koniom wodę dolewać wiadrami, więc to trwa dłużej. Zamarza woda w wanienkach na padoku zimowym – trzeba dolewać często i nie za wiele. Tyle dobrze, że nie musimy – jeszcze – nosić wody z domu. To dopiero jest niedogodność. Trzeba będzie pokombinować tak, żeby wodę do stajni odkręcać tylko na chwilę, podolewać koniom, a potem ją spuszczać, żeby nie zamarzła w kranie. Ciekawe, czy w ten sposób oszukamy mróz? Trochę to będzie trwało, ale zawsze wygodniej niż podróżować z wiadrami przez podwórko, potykając się o psy.

W związku z zimą prace większe na razie się pokończyły. Zajmujemy się drobiazgami. Tniemy drewno na opał – się przyda, bo chłodno. Złożyliśmy leszczyny w żywopłot – zobaczymy co z tego wyjdzie jak zacznie się robić zielono. W najgorszym wypadku zetniemy do końca to, co położyliśmy, potniemy na opał i poczekamy, aż leszczyny znowu odrosną. Nie ma problemu.

Pomagałem sąsiadom ładować ziarno na samochód – znowu przenoszenie obiektów z miejsca na miejsce. Pakowanie w worki, żeby zaraz z worków wysypać na samochód. Przegarnianie w spichrzu, żeby podajnikiem załadować na samochód i na samochodzie… przegarnąć i równo ułożyć.

Gabinet działa. W zasadzie codziennie ktoś przyjeżdża. To dobrze. Ania czasem jeździ z Miłą Sąsiadką do krów czy innych świniaków. Ze dwa czy trzy razy zdarzyło mi się pojechać z nimi – rewelacja!  All Creatures Great and Small live. Dialogi – te same. Historie – podobne.

Mamy dwa nowe koty – dwie kotki, dokładniej rzecz ujmując. Burą nazwaliśmy Meme – ma lekko przekrzywioną głowe i zawsze wygląda jakby paczyła… – szylkretową – Doña Tortuga. Przez dwa tygodnie prawie nie wychodziły z łazienki, śpiąc pod wanną, albo w koszach z rzeczami do prania. Wczoraj opanowały dom. Kicia co jakiś czas usiłuje przegonić jedną, czy drugą, Glenda tylko się przygląda. I znowu koty kradną – na sekundę nie można się odwrócić od żywności zostawionej na wierzchu, bo zwiną. Za to pozbyliśmy się z domu myszy. Bąbel i Chryja nie wróciły i pewnie już nie wrócą. Widać koty tak mają. Szkoda.

Od 5 grudnia padał śnieg – niezbyt duży, ale zrobiło się biało. Znowu monochromatyczny krajobraz – białe niebo, białe przestrzenie z ciemniejszymi sylwetkami drzew i zabudowań. Drogi – białe i cholernie śliskie. O hamowaniu można zapomnieć. Za to jakie widoki!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s