Świat, jak było do przewidzenia, nie skończył się 21 grudnia, za to za parę godzin skończy się kolejny rok. Pogoda raczej wiosenna – zachodni wiatr, czasem słońce, czasem deszcz, +6°C. Banalne. Co w tym roku zdziałaliśmy? Dużo i niewiele zarazem, patrząc na to, co jeszcze jest do zrobienia.

Na wiosnę zbudowaliśmy kojec dla psów – mieszkają tam Hela z Truskawką – zmieniliśmy bramę wjazdową. To ostatnie nie wiem w zasadzie po co, chyba wyłącznie w celach dekoracyjnych, bo i tak zawsze jest otwarta, nie ma powodu jej zamykać. To dobrze.

Zasialiśmy nowe łąki. Teraz cała ziemia którą mamy, wyłączając podwórko, to łąki i pastwiska oraz kawałek ogrodu. Jest szansa, że będzie nam starczało własnego siana. To dobrze. Uporządkowaliśmy do końca leszczyny między ogrodem a łąkami. Nie udało się ich namówić, żeby rosły w formie drzew, więc tej jesieni poskładaliśmy je w żywopłot na angielską modłę. Jak na wiosnę odrośnie, jak powinien – świetnie. Jak nie – drugie świetnie – wytniemy przy samej ziemi, leszczyny odrosną a drewno pójdzie na opał, tak jak to z porządków poprzedniej zimy – tamto starczyło na całą jesień. To dobrze.

Poza tem, w związku z licznemi pracami ziemnymi – podłączyliśmy wodociąg i jest wykopany rów pod dren z oczyszczalni – ogród doprowadziliśmy do ruiny. Trzeba będzie coś z tym zrobić, ale to na wiosnę, jak ziemia rozmarznie. Nie musimy się tym martwić teraz. To dobrze.

Latem zrobiliśmy gabinet, do którego nawet ktoś przyjeżdża – kolejne dobrze. Po Nowym Roku ma przyjść analizator biochemiczny, gabinet poszerzy ofertę. Ania w związku z powyższym pracuje, co wprowadza element nieprzewidywalności w naszym życiu. Nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś wjedzie na podwórko, albo zadzwoni. Dzisiaj też Ania rano pojechała do Nasielska – Doktor W. prosił,żeby pomogła przy jakimś kocie. Potem miała załatwić sprawę ubezpieczenia gospodarstwa – sukces połowiczny. Pani Właścicielki Ubezpieczalni jak raz nie było, a siedzący w biurze chłopaczek niewiele wiedział i widział same trudności. Stanęło na ty, że zadzwoni do Pani Właścicielki i ustali co i jak, a potem oddzwoni do nas. Ania w drodze powrotnej wstąpiła do JŻ założyć opatrunek kobyle. Chwilę po pierwszej śmignąłem do Nasielska, w ubezpieczalni już czekał na podpis stosowny papierek wypowiedzenia umowy i zapewnienie, że na wtorek będzie skalkulowana nowa umowa. Tak to ja rozumiem. Można? Można. To dobrze.

Kozy przestały jak na razie uciekać – obym nie napisał przedwcześnie – zdemolowały za to boks porodowy który pracowicie budowaliśmy poprzedniej zimy. Ponieważ wszystkie właściwie – oprócz Mećki – wyglądają na kotne, pewnie trzeba go będzie odrestaurować, żeby Matki Rodzące miały trochę spokoju a koźlakom nie groziło stratowanie od pierwszych sekund życia.

Skład Zwierzyńca Drobnego zmienił nam się znacznie. Zniknął Π Kot, Σ Kot został rozjechany przez samochód. Zniknęła Chryja i Bąbel, choć tego ostatniego zdaje się, że ostatnio widziałem na polu sąsiada. Oczywiście kiedy zatrzymałem samochód, kociur spylił. Czarny, puchaty – jak Bąbel – kulawy i z jakimś parchem u nasady ogona – to nie jak Bąbel, but one can never know jak wygląda kot po dwóch prawie miesiącach przebywania na gigancie. Nie ma z nami Cytry – zaczęła się dusić, z powodu guzów nowotworowych w płucach i Ania musiała ją uśpić. Pochowaliśmy ją w ogrodzie, obok Σ Kota – byli kumplami, Σ często spał zwinięty w kłębek na grzbiecie Cytry, śpiącej na podłodze. Rodzice Ani przywieźli do nas małą, żółtą suczkę, znalezioną na stacji benzynowej w Nasielsku. Pan Pikus mieszka znowu w stajni – tam jest spokojniejszy, niż w kojcu z Hela i Truskawką. Broni Ani przed Deserem, a Deser się go boi, choć oprócz podskakiwania i szczekania Pan Pikuś nic nie robi. Są z nami dwie młode kotki – Meme i Doña Tortuga – które przywiozła Ania, w celu eradykacji myszy z izby (Glenda i Kicia zdziczały i wpuszczone do domu zajmują się złodziejstwem i paskudzeniem po kątach). Ergo, mamy sześć psów i cztery koty.

Konie chodzą na zimowych padokach za stajnią, obskubują drzewa z kory – jeśli tylko uda im się dosięgnąć – i maja się dobrze.

W domu też wprowadziliśmy drobne poprawki – wczoraj przykręciliśmy nowe haczyki na wieszaku w sieni, półki na płyty z filmami, żeby te ostatnie przestały kaskadą spływać spod telewizora na podłogę, przewiesiliśmy lampę w kuchni – ze środka, nad blat – co dało zupełnie inną jakość i zainspirowało mnie do przemeblowania na kuchennych półkach. Wprowadziliśmy również drobne usprawnienie hydrauliczne, powiększające pajęczą plątaninę rur nad kuchnia, eliminująca za to kapanie wody z zaworu bezpieczeństwa wprost na rozgrzana płytę kuchenna. Czekało to dwa lata, a zajęło piętnaście minut. Jak zwykle z takimi rzeczami. Mamy też wreszcie stół, jakiego od dawna szukaliśmy – okrągły, przy którym po rozłożeniu może usiąść dwanaście osób. Poza tym, mamy wreszcie plany nadbudowy domu – trzeba je będzie złożyć w starostwie, w moim ulubionym wydziale architektury, a potem poczekać stosownie długo na pozwolenie na budowę i już. A potem tylko jeszcze przeżyć totalną destrukcję związaną z przebudową i będzie po krzyku.

A teraz wychodzimy z Dziewczynkami na imprezę u sąsiadów.

Jutro – kolejny dzień, jak co dzień.

Szczęśliwego Nowego Roku!

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s