o, taki dzień

nie zapowiadał się wcale jakoś niezwykle. Ot – wstaniemy rano, pojedziemy na targ kupić pomidorów do suszenia i oliwę. Po powrocie spróbujemy wkopać słupy na pastwiskach – skoro w nocy padało, to może ziemia na tyle rozmiękła, że będzie można w niej wiercić i kopać…

Pojechaliśmy. Nawet było miejsce na parkingu koło targu, aż dziwne. Kiedy wysiadaliśmy z samochodu padał deszcz. Miła odmiana po miesiącu spiekoty. Przeszliśmy między straganami, szukając jajowatych pomidorów. Na pierwszym były, ale strasznie drogie – 6zł za kilogram, to przesada. W zeszły wtorek płaciłem 3zł. Znaleźliśmy i takie po 3 – ładne, twarde, jak się należy. Lunął deszcz, wszyscy momentalnie pochowali się pod daszki od straganów i stali. Nic – pada, to pada. Zaraz przejdzie. Lało coraz bardziej. Dwie panie śmiały się, że czekają na taryfę, bo miały tylko jeden parasol więc wysłały trzecią osobę po samochód, żeby przyprowadził go bliżej. Ktoś mówił, że jak było sucho to było sucho, a teraz leje jak z cebra – ot, wielce odkrywcze, deszczowe rozmowy. W jakimś momencie, w alejkę między stragany wjechał osobowy samochód, zatrzymał sie przed straganem gdzie się schowaliśmy, opuściła się szyba i kierowca przez okno zawołał: “po[prosze 5 kilogramów ziemniaków” i podniósł szybę, wielce z siebie zadowolony. Sprzedawca sie uśmiechnął, zważył ziemniaki, szyba znowu pojechała w dół, ziemniaki przez okno do środka “Tylko niech Pan sie nie upaprze, bo trochę mokre!” powiedział sprzedawca. Nim zdążył wydać resztę z 50zł, kierowca poprosił jeszcze o kalafiora. Podziękował, zamknął okno i pojechał. Za ziemniaki i kalafiora zapłacił 14zł, uśmiechy stojących dookoła – bezcenne.

Po oliwę pojechaliśmy do Biedronki – tam koszmar. Na parkingu nie ma jak przejechać, nie mówiąc już o zaparkowaniu samochodu. Na środku stoi jakiś granatowy samochód na Warszawskich numerach, Pani za kierownicą, troch€ się cofa, trochę podjeżdża do przodu, generalnie chyba nie ma sama na siebie pomysłu, więc na wszelki wypadek przeszkadza wszystkim. Ominęliśmy, zaparkowaliśmy. W środku – jeszcze gorzej. Kolejki do kas na długość całego sklepu – chciałem wyjść, ale moje Panie postanowiły, że damy radę. Daliśmy, oliwa kupiona. Jeszcze Tesco…

Tam kolejny koszmar – jeden wąski wjazd na mały parking, pełno ludzi, porozkopywane ulice – przetrwamy. Ania wysiadła jeszcze niem udało nam się doczekać, aż jacyś ludzie zapakują się w samochód i zwolnią miejsce  i poszła kupić co nam tam było jeszcze potrzebne. Zajęło jej to ze 20 minut. Wróciła, włożyła głowę do samochodu i spytała, czy Dziewczynki chcą małego, czarnego kotka z białym noskiem… Nie nie czekał w sklepie, Ania spotkała jakichś miłych ludzi do których krowy jeździła i coś o małych kotkach i małych dziewczynkach było rozmawiane. Czy Dziewczynki chcą kotka? Pewnie, że chcą. Umówiliśmy się na telefon, jak wszyscy wrócą z zakupów. Zadzwoniła pani, że kotki przywiezie nam do domu bo i tak gdzieś w tę stronę się wybiera. Przywiozła trzy kocurki – biało czarnego i dwa czarne z odrobiną białego. I tak mieszka z nami Kotek Esme – czarny, z białymi łapkami i białą plamką na nosie, oraz Koperek Esterki – czarny z białymi skarpetkami. Śpią teraz gdzieś schowane przed nadmiarem wrażeń i opiekuńczości Małych Dziewczynek.

Był jeszcze telefon – w nocy piorun trafił w gniazdo bocianie, to spadło i ptak jeden skrzydło ma złamane i czy Ania nie pojechałaby go zobaczyć i jakoś mu pomóc, bo lekarz z … – no nie pamiętam, Pułtuska? Ciechanowa? – powiedział, że nic się nie da zrobić. Ania z Miłą Sąsiadko pojechały. Skoro kiedyś poskładały kurze skrzydło i się zrosło, skoro Ania poskładała jakiemuś hodowlanemu gołębiowi skrzydło, usztywniając je patyczkiem do szaszłyka i też się zrosło, to czemu nie miałoby się udać z bocianem? Udało się, choć trochę inaczej, niż było planowane – bociany na widok pomocy medycznej, co do sztuki odleciały z łąki, choć jeden nieco kulawy, podobnież.

Pomidory suszą się w piekarniku, zrobiłem trzy kolejne słoje marynowanej cukini ( w tym dwa z pepperoni, bo jak raz kupiłem na targu, bo ładnie wyglądała). O, taki dzień.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s