smród dydaktyczny

w ramach nienerwowego początku roku szkolnego i pierwszych lekcji w tem szkolnem roku, na pierwszych lekcjach w IB zapuściłem pobrany z YT podcast z wykładem o psychologii miasta. Znałem go, oglądałem go ze trzy lata temu z uczniami, a potem zgubiłem link i jakoś nie potrafiłem go znaleźć. Znalazłem na początku tego września. Zapuściłem i posłuchałem z perspektywy trzech lat niemieszkania już w mieście. Zupełnie inny odbiór, wręcz niebywałe! Wszystko, o czem mowa w wykładzie DZIAŁA! W tak oczywisty sposób działa.

Wszedłszy do pokoju nauczycielskiego, opowiadam rozemocjonowany o tym, że się mi perspektywa zmieniła i w ogóle, że świetny wykład, i podaję przykłady o czem mówione było:

W miastach ludzie mają za dużo bodźców, więc w ramach mechanizmów obronnych ustawiają sobie priorytety i niektóre bodźce zewnęrzne zwyczajnie wycinają i nie reagują na nie. Często bardzo jest to wołanie o pomoc innych, czy inni potrzebujący pomocy… No niby wiadomo, odpowiedzialnośc rozproszona, czy jak to tam zwą. I koleżanka (dzięki AK!) mówi:

To jak w twoim wpisie na blogu, o zepsutym samochodzie, z cytatem z córki starszej: “Tato, tu jest tylu ludzi, dlaczego nam nikt nie pomaga?” – rozwaliło mnie to kompletnie. Wtedy i teraz przypomniane tem bardziej. To tak jest. I przypomniała mi się akcja sprzed niecałego chyba miesiąca, spinająca taką klamrą całość o pomaganiu:

Ania jechała LR gdzieś przez Nasielsk, coś zaczęło stukać, myśląc, że wiatru w któremś kole zabrakło – zatrzymała się. Wiater był. Podbiegło dwóch kolesi: “Lewe tylne, lewe tylne! Dobrze, że Pani się zatrzymała, bo wyglądało, że to koło zaraz odleci!” Brakowało czterech z pięciu śrub. Zaraz z podwórka wyszedł ktoś, przyniósł lewarek i klucz, założył Ani koło używając śrub od koła zapasowego i wysłał ją do wulkanizacji NATYCHMIAST, żeby dokręcili koło kluczem pneumatycznym, porządnie, żeby nic się już nie stało… Koło odpadło w małej mieścinie, pasek rozrządu strzelił w centrum największego w Polsce miasta… Odpowiedzialność rozproszona.

Opowiadałem to dziś Ani po powrocie do domu i jeszcze jedna scenka mi się przypomniała,  z akumulatorem. Znowu – małe miasteczko i znowu już o tem pisałem.

W miejscowościach do 150 mieszkańców ludzie mówią sobie WSZYSCY dzień dobry, bez względu na to, czy się znają, czy nie… (to znowu z wykładu) – to działa. Tutaj wszyscy mówią sobie dzień dobry, nawet obcy ludzie, przejeżdżając koło podwórka, pozdrawiają. Miłe.

Stosowanie mechanizmów obronnych celem uzyskania sobie odrobiny prywatnej przestrzeni w tłumie, to jest słuchawki w uszach i głośna muzyka, gazeta bądź książka przed nosem w środkach komunikacji publicznej – w mieście norma, tutaj, na wiosze – się nie widuje. I proszę mi nie mówić, że komunikacji publicznej nie ma i to tylko dlatego.

Dobra, tyle się rozpisywania o oczywistych oczywistościach. Wydoilim kozy – 2 litry mleka. Pozbieralim jajka – 6 sztuk. W produkcji kozich serów podpuszczkowych zaczynamy powoli osiągać powtarzalność rezultatów – tyle dobrze.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s