śnieg zasypał dzisiaj wszystkie drogi, niewinnością, białym płaszczem…

…co zaowocowało serią przygód, oczywiście.

IMG_2771

przed wschodem słońca

Zaczęło się od samego rana. Wstałem chwilę po piątej – jak to w poniedziałki i wtorki jadące do szkoły i postanowiłem być sprytny… Wylazłem na podwórko, odpaliłem Volvo, i zadowolony że wsiądę do ciepłego samochodu z odparowanymi szybami wróciłem do domu robić kawę i budzić się pod prysznicem. Super oraz ekstra! Za pięć szósta ruszyłem z podwórka, mając mnóstwo czasu do pociągu (6:18). Piękna zimowa sceneria, ślisko, ale co tam – po co się ma nowe zimowe opony? Dojechałem do asfaltu – lód, ale nie ma sprawy, powoli się pojedzie i będzie OK. Z górki, pod górkę, z górki – trochę zawiane śniegiem z pól – da radę. Dało. Jeszcze ze 100 metrów, aż wreszcie nie dało… Ani w przód, ani w tył. A do przejezdnego kawałka zostało może jeszcze z 50 m. 6:00, ciemno, wieje tak, że samochodem trzęsie, pada deszcz (choć termometr pokazywał -6°C) natychmiast pokrywający wszystko warstwą lodu. No poezja. Łopaty w samochodzie nie mam, łańcuchów nie założę – raz, że się nie dokopię do kół, dwa, że sprytnie włożyliśmy większe opony niż sugeruje producent, bo sugeruje on rodzaj naleśników nie-na-polskie-drogi, więc i tak się nie zmieszczą. Hmm, nic, trzeba wezwać kawalerię, bo pługów nie widać. To znaczy widać, ale daleko na horyzoncie, zmierzające w INNYCH kierunkach, po gminnych drogach, a ja stoję wszak na powiatowej… Kawaleria nie odbiera telefonu, co w zasadzie nie powinno dziwić, bo kto normalny bierze telefon na poranne dojenie krów? O 6:18, czyli dokładnie w momencie, kiedy odjechał ze stacji mój pociąg, zadzwoniłem do Żony Kawalerii – odebrała! Przeprosiłem za zawracanie głowy, pośmialiśmy się, przecież pośpiechu już nie ma, powiedziała że przekaże dowództwu to ono przyjedzie z odsieczą. Wysłałem krótką wiadomość tekstową do Dyrekcji, że awaria jest i przekażę co robić z Młodzieżą, jak uda mi się dostać do domu.

Na horyzoncie widać było światła samochodów, które również utknęły w zaspie, jadąc z przeciwnej strony. Pocieszające, że nie jestem jedynym idiotą, ładującym się w zaspy.

Czas mija, kawaleria nie nadciąga. Źle nie jest – mam zapas coli i soków. Z pragnienia nie padnę, póki paliwo się nie skończy, nie powinienem również zamarznąć… Co prawda pali się rezerwa, ale skoro to ma starczyć na jakieś 100 km, to ile to będzie stania z włączonym silnikiem?

Za mną pojawiły się jakieś światła – niestety samochodowe, a nie ciągnika. Światła się zatrzymały, wylazłem więc z samochodu i pobrnąłem przez śnieg po kolana – śladów moich kół już nie było widać.
– Nie da się przejechać – inteligentnie zagadnął kierowca tamtego samochodu?
– No nie…
– I nie możesz się wycofać? (bardzo błyskotliwe pytanie!)

Jasne, mogę! Tak na prawdę to zatrzymałem się poczekać na wschód słońca, bo okoliczności przyrody takie piękne i romantyczna część mojej duszy kazała mi stanąć!
– Nie, ani do przodu, ani do tyłu. Wycofaj sie lepiej, póki możesz i jedź inną drogą. Powodzenia!
– Wzajemnie.

Poczłapał do samochodu i wycofał się.

O 6:58 kawaleria zadzwoniła, że nie może uruchomić dwóch z trzech ciągników, a ten co odpala, postanowił coś sobie zablokować w kołach czy gdzieś, więc odsiecz z tej strony nie nadejdzie. Ponowne hmm… To pójdę do najbliższych zabudowań – znam przecież Człowieka, a kawaleria twierdzi, że ma on Nowy Duży Ciągnik, to na pewno odpali i da radę mnie wyciągnąć.

Ucho od śledzia! Duży ciągnik nie zalany płynem (chłodniczym) i jeszcze przy mrozach nie odpalany, a małym nie ma co próbować. Ale rady udzielił – idź do PD – on jeździł wczoraj tym dużym. Poszedłem, miłego dnia życząc.

W oborze światła zapalone – była już 7:00, więc właściwie powinienem napisać – jeszcze zapalone. Właśnie kończyli doić ostatnie dwie krowy.
– Nie ma sprawy, zaraz Pana wyciągnę! – no aż tak młodszy ode mnie to nie jest, więc po co ten pan? skoro ja, bezczelnie, na Ty mówię?

Udało sie maszynę potworną odpalić, choć nie bez kłopotów, pojechaliśmy, przypięliśmy Volvo, wpakowałem się do środka i pojechałem jak na sankach – ślizgał się na brzuchu, koła żadnej przyczepności nie miały, bo nawet nie dotykały twardego. Super!

Podziękowałem, przeprosiłem za kłopot, ruszyłem okrężną drogą do domu. Po drodze – dystans może 3 km –  musiałem dwa razy skrobać szybę z marznącego deszczu. Udało się!

Obudziłem Dziewczynki, ubraliśmy je, uzbroiłem LR w łańcuchy na wszystkie cztery koła i jakoś udało się dobrnąć do przedszkola. W drodze powrotnej zajechałem do koszar kawalerii zapytać, czy aby nie potrzeba pomocy w walce z ciągnikami… Okazało się, że żadne dziecko z Gołębi tego dnia do szkoły nie dotarło, bo wszystko zasypane. Nikt ze wsi nie wyjechał – oprócz, paradoksalnie, mnie z Dziewczynkami do przedszkola. Pocieszające w sumie.

Wypiliśmy herbatę, poszliśmy rozmontowywać ciągnik. Stwierdzić udało się tylko tyle, że to chyba coś w łożysku albo zwolnicy lewego koła, a nie w mechanizmie różnicowym, do którego się dobraliśmy – będzie naprawiane później.

Wróciłem do domu, wysłałem ciąg dalszy instrukcji co czynić na zastępstwach i zawiozłem Anię do księgowej – Ania postanowiła wbić sobie w stopę, tuż koło pięty, taki metalowy, graniasty bolec. Głęboko dość go wbiła i ledwo łazi teraz, więc nie byłoby rozsądnem, żeby sama jeździła, skoro nie musi.

Pojechaliśmy do księgowej. Tam kolejna przygoda – podjazd pod bramę, miejsca do parkowania nie ma, za to jest zaśnieżony trawnik, kuszący bardzo, żeby tam samochód postawić. Tyle, że o rowie zapomniałem przydrożnym i lewe przednie koło wpadło było, samochód się na ramie oparł… Obeszło się bez ciągnika, nawet nie trzeba było dyferencjału blokować – wyjechalim.

Potem jeszcze schronisko – zostawiłem Anię – zakupy, po Dziewczynki do przedszkola.

Dzień minął.

Uroki zimy na wsi.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „śnieg zasypał dzisiaj wszystkie drogi, niewinnością, białym płaszczem…

  1. Kaja pisze:

    Uuuu…. No…To ja nie wiedziałam, że Ty aż bloga piszesz, żeby się usprawiedliwiać z nieprzychodzenia do pracy. Nie przesadzasz aby z tym konwenansem?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s