no way!*

w poniedziałek udało mi się dotrzeć rano na stację, pociąg prawie się nie spóźnił – 10 minut, to przecież nie spóźnienie, prawda? – za to z powrotem już tak łatwo nie było.

Śnieg z samochodu zgarnąłem – suchy jest, więc to żadna sztuka – i ruszyłem ze stacji do domu. Szło dobrze, aż do górki na wyjeździe ze Świercz. Tunel w śniegu szerokości półtora samochodu i oczywiście światła z naprzeciwka. Lekki ruch kierownicą w prawo, muśnięcie hamulców, koleina i prawe przednie koło już siedzi poza krawędzią drogi, w zaspie. Ani w przód, ani w tył. Fajnie. Ten z przeciwka przejechał, zwolnił i pojechał dalej. Chciałbym go przy okazji serdecznie pozdrowić i życzyć wszystkiego najlepszego! Na szczęście po chwili nadjechał z tyłu jakiś samochód. Wysiedli Państwo i przyszli pomóc. Trudno było – krawędź drogi trzymała za koło nieustępliwie. Dopchaliśmy Volvo do ich samochodu.  Trzeba by go cofnąć – ślizga się. Phi – popchniemy. Nie idzie. W końcu się udało ruszyć i prawie wylądował w rowie. Przerwa, powrót do Volvo. Trochę walki, w międzyczasie z naprzeciwka utworzył się korek – pług śnieżny, furgon i cała kolekcja świateł za nimi. Ktoś przyszedł, pomógł i Volvo z powrotem stało na środku drogi. Linka, za samochód Państwa,  powoli do tyłu – sukces. Jeszcze tylko znaleźć miejsce, żeby się schować i korek rozładować. 20 minut całej walki – drobiazg!

We środę Ania pojechała z Esterą do Centrum Zdrowia Dziecka, Esme postanowiła zostać ze mną w domu. Niech by było. Obiecała nawet, że nie będzie przeszkadzać w sprawdzaniu prac (dotrzymała słowa!).

Na miły dnia początek nakarmiliśmy konie, kozy i świniaka a potem wymieniliśmy pompę obiegową od ogrzewania, bo oczywiście musiała się, małpa jedna, jak raz przy mrozach popsuć. Poszło gładko, 15 minut roboty i ciepło do gabinetu Ani powróciło (+3°C przy -13°C na dworze, w nieocieplonym budynku, to w zasadzie jest ciepło). Potem Esme oglądała filmy, rysowała, ja twardo sprawdzałem. Koło 16:00 postanowiliśmy zrobić wyprawę do sklepu w Świerczach. Ogaciliśmy się stosownie do zawieruchy, poszliśmy nakarmić konie, łańcuchy na LR i jazda.

IMG_2789

Śnieżny krajobraz, niebo zlewa się z polami, powoli robi się szaro.
– A wiesz Esme, gdzie się zakopałem w zaspie w zeszły poniedziałek rano?
– Gdzie tato?
– A tam… tam gdzie stoi ten zakopany pług…

Schadenfreude odczułem, poczem poszedłem zadać Panu Pługowemu to debilne, sakramentalne pytanie, które zawsze ktoś zadaje w takiej sytuacji:
– Zakopał się Pan?
Chciałem zaproponować, że spróbujemy go jakoś wyciągnąć, ale Pan Pługowy zapewnił, że odsiecz już w drodze, więc pojechaliśmy dalej. Odsiecz, w postaci wielkiej ładowarki, wielkiego ciągnika ze spychem i fadromy spotkaliśmy na zakręcie w Siółkach. Minięcie się z nimi wymagało trochę gimnastyki, ale się udało. Zakupy i do domu.

Choć minęło z pół godziny, pług nadal tkwił w śniegu, a odsiecz zwijała się wokół, pobłyskując radośnie pomarańczowymi kogutami w monochromatycznym, śnieżnym krajobrazie.

Kolejne pół godziny czekaliśmy – nie ryzykowałem jazdy inną drogą, żeby nie utknąć gdzieś na pustkowiu – żeby dojechać do domu. W końcu odsiecz zjechała na pole Sąsiada Który Mnie Ratował w Zeszły Poniedziałek (czy może z niemiecka raczej zapisać: Sąsiadaktórymnieuratowałwzeszłyponiedziałek?), pola kawał odśnieżyły i tamtędy udało się pług zakopany wyjąć.

Wczoraj z kolei mieliśmy na łące zlot samochodów terenowych.

Ponieważ pada i – co gorsza – wieje w zasadzie nieustannie od trzech dni, droga przed naszym domem praktycznie zniknęła pod warstwą śniegu i niczem nie odróżnia się od pola. Przepraszam – odróżnia się. Tym mianowicie, że jak się zjedzie na pole, to da się jechać bez problemu a przez zaspy na drodze trudno byłoby przebić się ciągnikiem.

Siedząc w domu, zauważyliśmy z Anią, że jakiś terenowy pickup zjeżdża na naszą łąkę i pędzi do przodu, jak po autostradzie… Nic, trzeba będzie bramki postawić i opłaty pobierać. Zwłaszcza, że na drugim końcu łąki stał inny terenowy samochód. Bliższe przyjrzenie pozwoliło nam stwierdzić, ze to Miła Sąsiadka. No cóż, jak zlot, to zlot, zwłaszcza, że łąka moja – ogaciłem się gdyż wiatr, zapakowałem w LR i pognałem zobaczyć, co tam się ciekawego dzieje…

IMG_2795Okazało się, że Miła Sąsiadka widząc półmetrowe zaspy na drodze, postanowiła przejechać przez łąkę, co z reszta jej się udało. Nie udało się już z tej łąki wjechać z powrotem na drogę. Mały problem – za to malowniczość wielka – za Miłą Sąsiadka jechał Pan z Piekarni Nissanem Navarrą i obiecał, że w razie co ją wyjmie z zaspy, co zresztą uczynił. Moja rola ograniczyła się do postania, wypalenia papierosa i oddania Miłej Sąsiadce jej własnej szufli do śniegu.

Padało i wiało do wieczora, w związku z czym Ania, wracając po 16:00 z Dziewczynkami z przedszkola, miała kłopoty z przepiciem się – a wszak LR na łańcuchach jechała! – do domu. Przebiciem z przeciwnej strony, niż odbył się zlot samochodów terenowych. Jeszcze wieczorne braki prądu – nawet malowniczo, przy świecach i w ogóle.

Przez noc nawiało jeszcze więcej śniegu – tuż za bramą mamy metrową zaspę! Dziewczynki nie pojechały do przedszkola, Ania nie pojechała do schroniska. Ja nigdzie nie musiałem jechać, więc też nie pojechałem. Odcięci od świata, z przerwami w dostawie prądu, czekamy na obiecane pługi.

* jak Miła Sąsiadka określiła wczoraj sytuację w kwestii przejezdności drogi Klukowo – Lubomin

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s