sporty ekstremalne

IMG_2812

dzisiejszy widok z sypialni – ładny, prawda?

dziś – wyprawa do sklepu.

Pługi obiecane nie dotarły. Wczoraj nie dotarły, dzisiaj też nie, choć dzwonione było! – później dowiedzieliśmy się, że w jednym strzelił wał napędowy, inny się przewrócił na bok w pole, trzeciemu też coś. Ale od początku.

Z domu generalnie w jedna stronę wyjechać się nie da – metrowa zaspa – w drugą sprawa dyskusyjna. Uda albo nie uda. Wyjechać znaczy bez problemu, tylko czy gdzieś się dojedzie, gdzieś znaczy dalej niż do zaspy w polu? Się pokaże. Poubieraliśmy Dziewczynki, zapakowaliśmy szufle do LR, zapakowaliśmy się i jadziem. Po drodze zapytamy sąsiadów, czy jak nam się uda dotrzeć do sklepu, to jakieś im zakupy zrobić. W Świerczach, bo wiadomo, że do Nasielska drogi od wczoraj nieprzejezdne.

– Fajki jakbyś kupił, ale nie jedź, bo rano dużym ciągnikiem było ciężko ze wsi wyjechać.
– E, no jakoś damy chyba radę, w razie co daleko nie jest, to nas wyciągniesz!

Pojechalim. Zaspy istotnie, nieliche, ale zablokowany dyferencjał i dało radę. Do wiaduktu w Ostrzeniewie nawet nieźle, bo czysty lód na drodze to zabawa dla dzieci przecież jest. Przed wiaduktem postój – Ania miała zawieźć lekarstwa dla psa, adres znamy, tylko z której strony ulicy to jest, bo nie wiemy czy z wiaduktu lepiej w lewo czy w prawo jechać? – w lewo. Jedziemy – zaspy, ale tylko na pól, względnie ⅔ drogi, to chyba na łańcuchach się przebijemy. Warto spróbować – udało się, nawet nie trzeba było każdej zaspy po trzy razy atakować. Na raz, ogniem wystarczyło. Lekarstwo dostarczone. Pod sklep i dzwonimy dalej, czy komuś zakupy zrobić – IAiSB jak na razie zaopatrzenie mają, dzwonię do Pani K.

– Właśnie wracam z Warszawy, w domu telefon nie odbiera, nic nie wiem…
– A o której Pani będzie w Świerczach?
– Nie wiadomo, bo pociąg ma opóźnienie, ale jestem już w Pomiechówku… 

Chwilę podyskutowaliśmy, stanęło na tym, że poczekamy i do domu spróbujemy odwieźć. W międzyczasie pojechaliśmy po węgiel. Znowu trwało, bo Pan Ładowacz twierdził, że tego grubego węgla to w workach nie sprzedają… Wyjaśniliśmy mu, że właśnie przed chwilą zapłaciliśmy i za ten gruby węgiel i za te worki, co to on w nie ma być spakowany. Kręcił się grymasił, wreszcie się udało. Tłumaczył nam jeszcze ze dwa razy, węgiel w worki sypiśc, że tego grubego w worki to nie. Jak odjeżdżaliśmy stały następne trzy samochody, które gruby węgiel w workach sobie w bagażniki pakowały… Ot, psikus!

Panią K. zabraliśmy spod sklepu i jadziem. Szło nieźle, nawet w drogę do gospodarstwa udało się skręcić, ale pod dom dojechać już nie – nie widać gdzie dalej droga, a gdzie pole. Za nami jechała Miła Sąsiadka. Skręciła, zatrzymała się. Ustaliliśmy którędy wracamy – postanowione było, że spróbujemy drogą najkrótszą, czyli Klukowo – Lubomin. Jeszcze jakiś osobowy samochód, tuż za nami, na samym zakręcie się zakopał. Nic, wypchnie się i ruszamy. Udało się, Pan Kierowca zeznał, że on cały dzień ze śniegiem walczy. Zawodowo – i uśmiech jak banan!

– Takim sprzętem, to gratulacje! (Miła Sąsiadka)

Droga najkrótsza okazała się nieprzejezdna. To ta droga, gdzie utknąłem w zaspie i gdzie we środę pług utknął. Jazda na wstecznym – nie ma gdzie zawrócić – do skrzyżowania i zobaczymy, czy da się przejechać przez Ostrzeniewo. Tak, stały tam już zakopane dwa osobowe samochody, ale nic to. Jakoś musimy się dostać do domu. Osobowe coś udało się wyjąć – na szczęście oni mieli dwie taśmy do mocowania bagażu, my trzecią. Bałem się, że jak bliżej podjadę, to my też nie damy rady, a na długim holu – bardzo proszę. Udało się, choć element grozy wystąpił – spadłem trochę w pole, które jest o dobre pół metra niżej. Tak jest jak jedzie się do tyłu, zgadując drogę z łbem wystawionym przez otwarte okno, bo wszak szyba z tyłu zapaskudzona lodem i śniegiem na amen, mimo ogrzewania. Na szczęście udało się samemu wygrzebać – w zasadzie nie udało, tylko zwyczajnie wyjechałem do przodu. Tamci zawrócili, my zawróciliśmy jeszcze jeden samochód, żeby się nie władowali i – JAZDA! Zobaczymy, co się stanie. Dało radę. Za wiaduktem – kolejny samochód, tym razem pytający, czy da się przejechać…

– Nie da, w lewo się nie da.
– A w prawo?
– Nie próbowałem
– To spróbujemy.
– Powodzenia!
– Wzajemnie!

Ileż to w ludziach uprzejmości i życzliwości trochę śniegu wyzwala!

Na drodze przez wieś – utknęliśmy. Na szczęście LR ma jeszcze reduktor – się udało. Nawet 4 bieg włączyłem, a co! Zajechaliśmy do sąsiadów, zamówione fajki dostarczyć, weszliśmy na herbatę. Posiedzielim, pogadalim. Estera miała bliskie spotkanie z szafką – rozcięty łuk brwiowy. Do wesela się zagoi. Wsiadłem z JŻ w ciągnik, pojechaliśmy po spych do śniegu (od sąsiada dowiedzieliśmy sie o popsutych sprzetach i innych atrakcjach, jak na przykład zasypany samochód, przez pług zepchnięty w pole) i ruszyliśmy walczyć ze śniegiem na powiatowej drodze przez wieś. Ania z Dziewczynkami wróciła za chwilę samochodem.

Łatwo nie było – śniegu nasypało, czy raczej nawiało, miejscami z metr. Miła Sąsiadka miała się przedzierać od strony JŻ – specjalnie dla niej drogę odśnieżyliśmy… przez naszą łąkę. To znaczy zrobiliśmy – J właściwie zrobił, ja się tylko woziłem w kabinie i przeszkadzałem – zjazd na łąkę, zaraz za lipką i wjazd z powrotem na drogę, już na krzyżówki, tam, gdzie latem się na łąkę zjeżdża. Okazało się, że to i tak w zasadzie na nic, bo przez Ostrzeniewo – czyli z tej strony z której trzeba by jechać, żeby dojechać do JŻ już przejechać się nie da. Tam, skąd wyciągaliśmy samochody i gdzie udało nam się przedrzeć, zasypane na człowieka już wieczorem było. Miła Sąsiadka zaatakowała ponownie od strony Świeszewka i przez pola do domu dojechała.

Ot i w zasadzie koniec chyba na dzisiaj przygód. Zakupy zrobiliśmy, więc tak łatwo głodem nas nie wezmą, mamy węgiel, prąd jest i woda w kranie – jak na razie – też. W razie co, mamy świeczki i studnię. A to dopiero dwa tygodnie zimy. Zobaczymy, jak się sytuacja dalej rozwinie. Dziewczynki oglądają „Miecz w kamieniu” (Disney 1963).

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „sporty ekstremalne

  1. Kaja pisze:

    Ładny, ładny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s