krótko o telemarketingu

Zadzwonił telefon i patrząc na numer już wiedziałem, że zaraz ktoś będzie usiłował mi coś przez telefon sprzedać. Nie pomyliłem się.

– Tak, proszę?
– Cisza – no tak automat musi przełączyć na słuchawki sprzedawcy.
– Dzień dobry, czy rozmawiam z właścicielem Stajni Gołębie?
– Tak – odpowiedziałem i spuchłem z dumy oraz ważny strasznie się poczułem.
– Witam, mówi – się przedstawił – dzwonię z Polskich Książek Telefonicznych. Chciałbym tylko potwierdzić czy mamy poprawne dane do wpisu.
– Bardzo proszę, słucham.
– Adres Gołębie 7, 06-150 Świercze?
– Tak
– Telefon 501516681?
– Tak.
– email: rafal@stajniagolebie.pl? (tu trochę się zaplątał w ten brak polskich znaków)
– Tak
– Jaką branżę, czy rodzaj działalności mam wpisać przy pańskiej firmie?
– Pensjonat dla koni.
– A, czyli stajnia albo stadnina, tak?
– Stajnia – tak, stadnina – nie, bo w stadninie hoduje się konie, a my koni nie hodujemy (belfer mi się włączył)
– Acha, rozumiem. A czy działa pan lokalnie, czy może na większym obszarze, na przykład na terenie powiatu?
– A widział pan kiedyś konia i stajnię? – nie wytrzymałem – stajnia stoi w jednym miejscu, w stajni stoi koń. A skąd ten koń do niej przyjechał, jest mi dokładnie obojętne. Może pan wpisać zasięg cała galaktyka!

Czy nie warto byłoby się czasem zastanowić nad sensownością zadanego pytania? Jego szczęście, że nie zrozumiałem nazwiska – wygłupił się anonimowo.

 K U R T Y N A

Poza tym poprawione pastuchy na łące, bo znowu jakiś zwierz dziki i uparty postanowił je pozrywać. Poprawiony pastuch pod lasem – izolatorek się skończył i pękł.

Wkopany kolejny słup do ogrodzenia – można by już w zasadzie wieszać furtkę na łąki, tyle, że bez reszty płotu sama furtka wyglądałaby jak przysłowiowe drzwi do lasu.

Posiany groszek cukrowy, rukola, bób, rzodkiewki, estragon i pory, czyli wszystkie wysiewalne w marcu warzywa z tych, które zasiać planujemy. Wsadzony szczypiorek, winorośl oraz ciemiernik od IAiSB – winorośl na szufli końskiego nawozu, ciemiernik – na martwym szczurze, szczypiorek – na grządce w warzywniku.

tabliczka nabramna

Oddałem kozę, która na “bukowanie” przyjechała – ponieważ nie była pierwsza powinniśmy chyba na bramie przybić tabliczkę “Tutaj się kozy bukuje”. Mogłoby malowniczo wyglądać.

Dzisiaj walka z gnojem. W zasadzie z gnojem to walki specjalnej nie było, zwłaszcza, że było nas czterech, oporu nie stawiał, tyle że sporo go było, bo to najpierw śnieg i mróz, potem zaraz wśród Dziewczynek i się naciułało. Walczyliśmy z wiatrem. Wiatr trzaskał wrotami, mimo że te były podparte. W efekcie prawie urwało komin od ciągnika i poważnie zgięło jeden z dolnych zawiasów od wrót. Było dość nieprzyjemnie, jeszcze chwilami włączał się deszcz. Marcowa pogoda, ot co. Ale się udało – posprzątać w stajni i zamknąć wrota, prostując zawias. Wiatr zerwał nasz drogowskaz, wiszący przy skrzyżowaniu – trzeba będzie poprawić.

Dziewczynki (włącznie z Kozą A, która znowu mieszka w domu) śpią, zmęczone zabawą z Sąsiadkami które je odwiedziły. Widoki za oknem i wiosenne, popołudniowe światło – przepiękne, czego i Państwu życzę!

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność, konie, kozy i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s