scenka rodzajowa

Środek tygodnia, nic się nie dzieje.
Zaczynają szczekać psy. Bardzo szczekać. Wyglądam przez okno – sąsiad na podwórku. Otwieram drzwi, psy szczekają nadal.

– Dzień dobry
– Dzień dobry, dzień dobry. Słuchaj kochany, jest taka sprawa…. Ania jest?
– Nie ma
– Bo lekarstwo jest potrzebne dla psa, tylko ile ono kosztuje?
– Nie wiem, jak Ania wróci to jej powiem, żeby do Państwa podjechała.
– Bo jest zięć i mógłby wziąć, ja zapłacę, tylko ile to kosztuje?
– Nie wiem, Ani nie ma. Jak wróci, to powiem, żeby podjechała do Państwa.
– Bo tu jest telefon do córki, żeby powiedzieć, ile to kosztuje… A nie wiesz, kiedy wróci?
– Nie, nie wiem.
– Poprzednio jak byłem, też nie wiedziałeś!
– No taka jej praca. Nic nie wiadomo. Życie. Jak wróci, to przekażę, żeby podjechała, albo zadzwoniła.
– Bo na pewno ma to lekarstwo… Tylko ile to by kosztowało?
– Nie wiem, przekażę, zadzwoni, okaże się.
– Na pewno ma to lekarstwo, tylko ile to kosztuje, to ja zapłacę, zięć jest to weźmie i zawiezie…
– Nie wiem ile kosztuje. Z resztą na co ma być to lekarstwo?
– No przecież mówiłem – na psa!

KURTYNA

P.S. Chodziło o krople na pchły i kleszcze, się okazało.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność, off topic, psy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s