cztery miesiące

Według dat tyle minęło od ostatniego wpisu. Długo. Najgorsze, że nie chodzi o to, że nic się nie działo, a wręcz przeciwnie – działo się dużo i intensywnie.

Pozbieraliśmy do końca siano i zaczęliśmy wakacje.

IMG_3068Pierwszą wakacyjną atrakcją był bocian w 225 rocznicę rewolucji francuskiej. Po Anię zadzwoniła policja, że w Kowalewicach jest jakiś bocian, który wypadł z gniazda i wrócić nie może…Klasyka, w literaturze opisywana, z tym wypadaniem i niemożnością powrotu. Pojechała Ania, przywiozła bociana i zamknęła w stajni, razem z kurami i Panem Pikusiem (konie non stop na pastwiskach). Nawet ropuchę Ania mu złapała i zaniosła. Sam jeść nie chciał, więc mu ją wtłoczyła w gardła. Siedział w stajni ze dwa dni. W międzyczasie zadzwoniłem do Okręgowej Dyrekcji Ochrony Środowiska, bo bocian to przecież dzikie zwierzę i trzeba mieć pozwolenie na jego przetrzymywania – tak stanowi prawo. Nikt z odbierających telefon nie umiał mi pomóc, ba, nie do końca w ogóle rozumieli, czego ja właściwie chcę… Czego ja się właściwie spodziewałem, dzwoniąc do urzędu? Próbowaliśmy go karmić kurczakiem, żabami (specjalnie po nie jeździliśmy, bo u nas, jak raz, wszystkie się pochowały…) – bez większego sukcesu. Trzeba było kawałki mięsa na siłę wpychać mu do gardła (żaby puściliśmy luzem, żeby zobaczyć, czy będzie próbował na nie polować). Polować nie próbował, ale zaczął próbować latać. Podskakiwał, wskakiwał na żłób, ze żłobu na ściankę boksu i przelatywał na drugą stronę stajni, strasząc kury. W końcu zadzwoniłem do ptasiego azylu w warszawskim ZOO – tam miła, kompetentna pani poradziła, żeby zamknąć podwórko tam go wypuścić i zobaczyć, co się stanie. Tak też uczyniliśmy. Bocian pochodził, pochodził, machnął skrzydłami ze trzy  razy i poleciał. Zatoczył ze dwa kręgi nad podwórkiem, wzniósł się wyżej i poszybował najpierw nad łąki, a potem wrócił i poleciał za las, w strone Lubomina. To było piękne. Dziewczynki – zachwycone.

Kolejną atrakcją wakacyjną był przyjazd MMi i ZB na dwa tygodnie do Błędowa. To dopiero się zaczęło. Wyszukiwaliśmy miejsc w okolicy, potencjalnie atrakcyjnych dla dzieci. Pojechaliśmy więc do ZOO w Płocku – super, oraz ekstra wyprawa. Dzieci szalały, a najbardziej podobał im się park linowy – jasne, co tam zwierzęta! Byliśmy w miasteczku westernowym w Sarnowej Górze – kolejna fantastyczna wyprawa. Spędziliśmy tam w zasadzie cały dzień, dzieci znowu zachwycone, i znowu najfajniejsza była kolejka tyrolska… No, może jeszcze karuzele w wesołym miasteczku.

Poodpoczywaliśmy i my, dorośli w sensie, wrzucając całą czwórkę dzieci do przedszkola. Jeszcze w ramach walki z upałem pławiliśmy się we Wkrze – bardzo to miłe było. Gdzieś po drodze skakanie po belach słomy u Państwa K, nic nie robienie w ogrodzie i takie tam. Wielkie wiejskie wakacje. Czasem trzeba.

Jeszcze w sierpniu zrobiliśmy spływ kajakowy z Borkowa do Goławic – znowu super oraz ekstra. Młodsze dzieci trochę marudziły, że woda chlapie i tak długo już płyniemy… (godzina piętnaście minut!) Udało się wytłumaczyć, że chlapanie jest nieodzownym elementem pływania kajakiem, a nudę załatwić chałką i wyścigami.

A potem w zasadzie nadszedł wrzesień. 1 września, dokładniej, kiedy to Esme poszła do szkoły. Do pierwszej klasy, tak dla jasności. Obydwoje z Anią byliśmy przerażeni – jak zapewne wszyscy rodzice pierwszoklasistów. Teraz Esme jest zachwycona, nasza trauma ma cyklofrenię i chyba nieźle się tym bawi. Zobaczymy, co będzie dalej.

IMG_3680_2Jeszcze jedno – postawiliśmy nową kuchnię kaflową. Zaczęło się od wyprawy do Siemiatycz, po kafle. Było warto – kafle w kaflarni były obłędnie piękne, zwłaszcza butelkowozielone.  Niestety nam pasują w zasadzie tylko białe. Za to wziąłem trochę kafli z wzorkami, nie mogłem się powstrzymać. Potem wyprawa do nieczynnej cegielni w Kosewie, po niewypalone cegły, żeby było czym kafle kleić. Też niesamowite miejsce, takie steampunkowe w klimacie. Postawiliśmy najpierw kuchnię – brązową – u IAiSB. Poszło szybko – trzy dni. Z naszą też miało być szybko, też miało trwać trzy dni, ale oczywiście musiały wystąpić trudności. Najpierw zabrakło nam szamotu i w całym Nasielsku nie było więcej w składach budowlanych. Przerwa w robocie. Kiedy udało się kupić szamot w Pułtusku, skończyła nam się tarcza diamentowa to rzeczonego szamotu cięcia. Kupiliśmy nową, tania nie była i … starczyła na trzy, może cztery cegły. Na koniec okazało się, że kuchnia nie ma ciągu. Pech. Trzeba było kawałek rozebrać – tak z jedną trzecią i zacząć szukać, w czem problem. Przestawiłem drzwiczki od popielnika trochę wyżej – trochę pomogło. Zrobiliśmy dodatkowy wlot do ogrzewacza – pomogło znowu. Ostatecznie problem się skończył, kiedy zmieniliśmy układ kanałów ogniowych w ogrzewaczu. W zasadzie, jak na drugą kuchnię, którą w życiu postawiłem, nie ma co narzekać.

Coś jeszcze, godnego uwagi, działo się przez ostatnie cztery miesiące? Nie, chyba.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „cztery miesiące

  1. dorotka_z pisze:

    Samodzielnie postawiona kuchnia? Imponujące! Brakuje tylko lepki 🙂 Wiecie co to jest? 🙂

  2. dorotka_z pisze:

    Kurczę, sama się zastanawiam czy nie poszukać w goglach, bo nie wiem jak to opisać. Lepka to jest coś takiego, jakby komin w ścianie, który idzie od kuchni (pieca) aż do dachu, tyle, że fragmentem poziomo i można na tym usiąść i grać tyłek. Czyli mamy kuchnię, poziomy komin do siadania i grzania i dopiero później ten komin wyprowadzony jest w górę. Bardzo fajna sprawa taka lepka.

  3. dorotka_z pisze:

    Poszukałam jednak w goglach i okazuje się, że „lepka” to inaczej „przypiecek”. U mnie na wsi jest bardzo podobna do tej ze zdjęcia: http://olx.pl/oferta/kuchnia-kaflowa-z-lezanka-cegielka-co-i-okapem-CID628-ID8TTVf.html

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s