kocham formularze, wszelkie!

Jakoś nic nie robiąc i buszując po sieci uświadomiłem sobie, że chyba jest czas na składanie wniosków o dopłaty unijne. Nie przypomnę sobie, czemu akurat w tę stronę popłynęły moje myśli. Zapewniam, że zajmowałem się głównie bzdurami. No ale skoro już przyszło mi do głowy, że trzeba ten wniosek wypełnić, postanowiłem działać natychmiast. Znalazłem na stronie ARiMR link do elektronicznych formularzy i… trudność, jak co roku. Nie pamiętam ani loginu, ani hasła, a gdzie są zapisane – mam jedynie mgliste wspomnienie. Zapewne w którymś ze szkolnych kapowników. Pewnie w tym, którego używałem akurat w zeszłym roku, między 15 marca a 15 maja… Tylko gdzie on jest? Powinien być na półce… O dziwo – znalazł się od razu. Znalazłem tez login i hasło – w zasadzie było prosto. To jeszcze pytanie – czy znowu muszę odpalać windowsy, bo agencja nie przewiduje, że można używać innego systemu operacyjnego… Pierwsza niespodzianka – działa wszystko poprawnie na Macu. Novum takie. Zalogowałem się – już za drugim razem się udało, a co!

Kolejne zdziwienie – zmiana interfejsu do wprowadzania danych do wniosku.

Brak zaskoczenia – mimo zaznaczenia stosownego okienka we wniosku zeszłorocznym, wniosek tegoroczny NIE JEST WSTĘPNIE WYPEŁNIONY! No bo po co, przecież dałem sobie radę w zeszłym roku, to w tym chyba powinienem umieć sukces powtórzyć, prawa? Chyba nie chcielibyśmy, żeby ktoś pomyślał, że zeszłoroczny sukces był jedynie dziełem przypadku. Nie po to przecież sztab informatyków pracował dla ARiMR, żeby udane, poprawne wypełnienie wniosku o dopłaty miało być tylko kwestią przypadku, prawda? Przecież wszystko – tak papierowe wnioski, jak i ich internetowe odpowiedniki są tak przyjazne dla użytkownika, jak to tylko możliwe. I nie potrzeba doktoratu, żeby sobie z nimi poradzić, prawda? Nie po to przecież sztab informatyków…

Oczywiście tegoroczna wersja wniosku online ma się nijak, do wersji zeszłorocznej. Bo po co? Nie po to przecież sztab informatyków pracował dla ARiMR za niemałe – zapewne – pieniądze, żeby zmiany były niezauważalne, prawda? Są zauważalne, jak jasna cholera! I niech ich – tych informatyków – jasna cholera weźmie! Pewnie można gdzieś w sieci znaleźć instrukcję, jak tego używać. Pewnie można, ale przecież skoro dałem radę ogarnąć większość programów, których używam na co dzień, bez konieczność zaglądania do instrukcji, to chyba powinienem sobie poradzić z banalnym wnioskiem o płatności. Nie po to przecież sztab informatyków…

Pierwsze trzy zakładki – w zasadzie bez problemu. Schody zaczęły się przy rysowaniu działek rolnych na mapie. Jak to zacząć? Jak zmusić system, żeby zmiany zapisał? Jak poprawić kształt na mapie? No w końcu, metodą prób i bardzo wielu błędów, udało się. Wprowadzili, przyznać trzeba, pewne funkcjonalności, których brakowało. Na przykład, jak już człowiek sobie poradził z wyrysowywaniem działek na mapie, to można systemowi kazać wpisać we wniosek powierzchnie działek, wyliczone wedle rysunków. Podpowiem, że wcale prosto nie jest, nic nie zmieniając w stosunku do zeszłorocznych deklaracji, narysować granice działek tak, żeby poszczególne powierzchnie wyszły takie same, jak w roku ubiegłym – nic przecież nie zmienialiśmy, prawda? Da się to zrobić, w zasadzie mi się udało, ale trwa to i trwa, i pracy na wdechu, z przygryzionem językiem wymaga. Da się jednak to zrobić. Nie po to przecież sztab informatyków…

Jeszcze jedną wprowadzili zmianę – można się ubiegać o dopłaty do kóz! I nawet numery kóz dopłatom podlegających, system ma wprowadzone (w sumie żadna łaska, skoro wszystkie kozy muszę rejestrować i potem jeszcze, raz w roku, na jesieni, wysłać spis stada). No tyle im się udało. Generalnie – dwie godziny zabawy, żeby trzy działki rolne wyrysować i opisać. Aż strach pomyśleć, co się dzieje, jak człowiek ma wielkie gospodarstwo – a nie niecałe 8ha – i to na kilku, albo kilkunastu działkach geodezyjnych. Nie wyobrażam sobie tego, zupełnie. Nie chcę nawet myśleć, ile czasu trzeba spędzić przy komputerze – komputery wszak przyspieszają i ułatwiają, prawda? No bo chyba nie chcielibyśmy pomyśleć, że jednak łatwiej i szybciej piórem i czerwonym flamastrem na papierze wszystko pisać i rysować. Nie po to przecież sztab informatyków…

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s