akcja pszczoła

Postanowiliśmy prowadzić wiosennych porządków w ogrodzie ciąg dalszy. Ciąg dalszy, bo w zeszłem tygodniu udało nam się zaołzyć nawodnienie w warzywniku (dzięki IAiSB!). Ze dwa tygodnie wcześniej posialiśmy pierwsze warzywa w rzeczonem warzywniku, przygotowawszy uprzednio grządki. Gdzieś w międzyczasie, mimo dość niesprzyjającej pogody, poprzycinaliśmy wilki na drzewach w sadzie (znowu dzięki IAiSB).

Dzisiaj plan był taki, żeby skosić trawę, po raz pierwszy w tym roku. Pada, jest ciepło, trawsko rośnie. Wyciągnąłem kosiarkę, pierwszy raz od zeszłej jesieni. Odpaliła bez najmniejszej dyskusji. Jedziemy, kosimy. Ania wróciła z rozjazdów – przecież, skoro jest 1 maja, święto pracy, to wiejska lekarka weterynarii nie powinna siedzieć w domu, prawda?  – i postanowiła rozpalić ognisko, żeby pozbyć się efektów przycinania wilków w sadzie. I tu pojawiła się zagwozdka… Co tak brzęczy? Pszczoły. Rój śliczny, mały, na gałęzi jednej z tych, złożonych na ognisku, przeznaczonych do spalenia.

Co robić? Zadzwoniłem do SB, czy może chce pszczoły – chce, wiem, że chce. Tyle, że ula nie ma… Telefon kolejny, do sąsiadów, czy ula nie mają wolnego – nie mają. Ale mają telefon do człowieka, który ma pasiekę niedaleko. Zadzwonili, człowiek przyjedzie i pszczoły zabierze, jeśli nie za wysoko siedzą. No nie za wysoko – 10 cm nad ziemią. Przyjechał, ul podstawił, w kombinezon pszczelarski się ubrał, pszczoły wodą z rozpylacza spryskał i do ula strząsnął. Pogadaliśmy, popatrzyliśmy, jak się towarzystwo pakuje do nowego domu. Człowiek powiedział, że przed wieczorem po ul przyjedzie, żeby wszystkie zdążyły wrócić do matki.

Przyjechał, z synem. Pszczoły wszystkie wróciły, spokój wokół ula był. Pospinali pasami, do przyczepy zanieśli, przywiązali, żeby się ul w drodze nie ruszał, nie podziękowali (jak z niedziękowaniem, jak ktoś powodzeni życzy, albo niedziękowaniem, za rośliny, co się je dostaje…), życzyliśmy im i pszczołom, żeby się dobrze chowały, pojechali.

Efekt – nie do końca skoszona trawa w ogrodzie, oraz poczucie, że coś dobrego i miłego się stało. Ktoś chciał się zając pszczołami, choć przecież to tylko owady… Ktoś po te tylko owady przyjechał, zapakował i przyjechał po raz drugi, żeby je zabrać. Zabrać, żeby ul postawić w pasiece, gdzie ten mały rój z naszego ogniska będzie mógł się rozrosnąć i mieć się dobrze.

Nic to, cała ta historyjka, a jednak nas cieszy…

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s