lato w mieście

najwyraźniej człowiek musi się przenieść na wieś, żeby skorzystać z „lata w mieście”. Tak się stało dzisiaj.

Zawiozłem Dziewczynki na 10:00 do Nasielskiego Ośrodka Kultury (www.noknasielsk.pl). Były warsztaty dla dzieci – robienie lalek z drewnianych łyżek. Klasyka. Dzieci – przynajmniej deklaratywnie – bawiły się świetnie. Ja w międzyczasie zrobiłem zakupy. O 12:00 – seans filmowy. Dzisiaj grali „Paddingtona”. Wjazd – 5 zł od dziecka. Ojciec za frajer (chyba, bo film obejrzałem, zaproszony przez panią z NOK, pieniędzy nikt nie chciał, chociaż się w zasadzie dopraszałem, że chyba bilet muszę kupić… Jak coś jestem krewny – proszę dać znać!).

Film ekstra, chociaż trudno się filmy ogląda w sali pełnej dzieciaków. Ten czymś szeleści, tamten wrzeszczy, inny chce do ubikacji i głośno o tym informuje wszystkich widzów, ktoś płacze, bo się boi. No życie rodzica chyba… Przynajmniej na legalu można chodzić do kina na filmy dla dzieci. Inaczej, to by się człowiek trochę obawiał kompromitacji, że taki stary i kreskówki (w szerokim rozumieniu słowa) do kina chodzi oglądać.

Po seansie – dzieci głodne. Poszliśmy do baru orientalnego – tak głosi szyld – w rynku.  Dyskusja co jemy i ogólnie same trudności. I w ogóle czemu trzeba tyle czakać? Wypada dodać, że wcale długo nie czekaliśmy. To dzieci są chyba wyjątkowo niecierpliwe w restauracjach.

Jedzenie – bez rewelacji. Olej sezamowy powinno sie dodawać już na samym końcu, w zasadzie po zdjęciu wszystkiego z ognia, żeby się nie przypalił – taka rada dla kucharza/kucharki, czy ktokolwiek tam gotuje. W kuchni azjatyckiej również niezbyt częto pojawia się kukurydza, zwłaszcza kukurydza z puszki (nie znam się, ale parę przepisów przeczytałem). Można również używać soli… Nie, proszę nie odnieść wrażenia, że wybrzydzam. Najedliśmy się. Esme wchłonęła sama tyle, co my z Esterą we dwoje (zamówiłem dwie porcje, na nas troje, nauczony doświadczeniem, że i tak będę musiał dojeść po dzieciach i nie ma co na trzecia porcje trwonić pieniędzy. Konkludując – wiadomej części ciała nie urywa, zjeść się da, ja gotuję lepiej, przepraszam…

Siedząc w knajpie miałem przyjemność obserwować współczesne obyczaje towarzyskie.

Przy jednym stoliku – panna z chłopakiem, czekają na zamówienie. Niby rozmawiają – ona bez przerwy napie…nicza w telefon, wzroku od ekranu nie odrywając, coś tam mu niby odpowiada, dla podtrzymania wrażenia, ze rozmawiają, przy stoliku, w restauracji. Potem bardzo głośny dzwonek telefonu – on odbiera i rozmawia, na cały głos, z kumplem, umawiając się na popołudnie.

Dziadek przyszedł z wnuczkiem – wnuczek zamówił kebab z frytkami. Usiedli. Wnuczek chce się przesiąść, bo gorąco od okna i muchy dokuczają. Dziadek wyjmuje telefeon i dzwoni do babci. Wnuczek w międzyczasie się przesiadł. Dziadek ustala z babcią, że jest aktualnie z wnuczkiem w knajpie, bo wnuczek głodny był, to sobie kebaba zje, a potem, jak babcia wróci, to albo coś zamówią do domu, do jedzenia, albo gdzieś pójdą – On już jadł, to sami pójdziemy…
– To ja pójdę i kupię, co ona chciała, żeby kupić, a ty sobie zjedz i przyjdź do domu.
Dziadek wyszedł. Wnuczek został.

Zjedliśmy. Pojechaliśmy do domu.

Potem akcja „siatka na muchy” w oknie w łazience – rok czekały listewki i kątowniki. Dzisiaj kupiłem zawiasy i skobelki. Zrobione, zamontowane. Poszło szybko.

Miałem zrobić chłodnik – nie chce mi się, mimo wiatru gorąco jest, choć Ania podpowiada, że nawet chłodno się zrobiło.

Znowu pogryzły się psy – w zasadzie dzień jak co dzień. Tyle, że w odróżnieniu od wczoraj, chyba nie trzeba nikogo szyć. Tylko dziabnąłem się w nogę takim wielkim widelcem od grilla, bo usiłowałem nim psy rozgonić. Przemoc – jak widać – jest złym wyborem! Zemściło się na mnie. Trzeba było łagodnie perswadować, żeby się sześć psów przestało gryźć, albo wprawniej operować sprzętem. Mam nauczkę. Postaram się tak więcej nie wygłupić, przepraszam.

Psy zadowolone z siebie, Esterka karmi je suchą bułką – wszyscy w jak najlepszej komitywie.

Jeszcze tylko poprawię huśtawkę z opony – Ani nie było, a wolałbym, żeby mi ktoś przytrzymał drabinę – i w zasadzie chyba kończę działalność na dzisiaj.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność, psy i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s