dom, który czyni szalonym

po dzisiejszej wizycie w wydziale architektury starostwa pułtuskiego, przypomniało mi się „12 prac Asteriksa” i właśnie dom, który czyni szalonym.

Nie, kłamię. Przypomniał mi się rano, na myśl, że jedziemy do Pułtuska złożyć zawiadomienie o przebudowie domu. Projekt budowlany czekał od trzech lat, to może trzeba coś wreszcie zacząć działać, bo nas starość zaskoczy, a domu nie przebudujemy.

Przypomniało mi się, jak jeździłem do wydziału architektury w Pułtusku w lipcu 2012 w związku z budową gabinetu Ani. Wtedy też wszystko wydawał się łatwe i proste. Wystarczy złożyć zawiadomienie o zmianie sposobu użytkowania budynku, poczekać 30 dni i już. Można zmieniać i robić gabinet. Przeczytałem całe prawo budowlane, wypełniliśmy stosowne papierki – zawiadomienie o zmianie sposobu użytkowania budynku oraz oświadczenie o prawie do dysponowania nieruchomością – i pojechaliśmy… Wydział architektury, w pokoju panienka, na oko ledwo po dwudziestce. Zaczęło się:

– Ale potrzebny jest jeszcze projekt budowlany
– Nie, nie jest. Ja tylko zmieniam sposób użytkowania budynku. Niczego nie buduję, tylko układam kafelki i takie tam drobne rzeczy. To nie wymaga projektu.
– Ale bo to jest budynek gospodarczy, a ma być użytkowy…
– No i?
– No i musi Pan mieć projekt.
– Nie, nie muszę.
– Musi Pan.
– Nie, nie muszę. Projekt muszę mieć jak coś nowego buduję, albo zmieniam konstrukcję dachu, albo nowe otwory w ścianach wybija. Ja nic takiego nie będę robić, nie muszę.
– Ale musi pan mieć, no taki a’la projekt.
– Słucham?
– No taki a’la projekt przebudowy.
– Ale ja nic nie będę przebudowywał. Da mi Pani takie a’la 1000zł na ten a’la projekt?
– Pan chyba żartuje!
– To chyba Pani żartuje! Proszę mi pokazać, gdzie w polskim prawie napisane, że muszę mieć projekt budowlany, żeby zmienić na papierze sposób użytkowania budynku….

Poszła, przyniosła ustawę z włożonymi zakładkami i pozakreślanymi stosownymi fragmentami. Pokazuje palcem i czyta….

 – No właśnie. Z tego co Pani właśnie przeczytała wynika, że nie muszę mieć żadnego projektu.
– Nie, no bo tu jest napisane, że… (znowu czyta ten sam fragment)
– Pani chyba nie rozumie, co Pani czyta… Proszę przeczytać jeszcze raz.
– ? (duże oczy, nerwowe rozglądanie się po pokoju)
– Proszę przeczytać jeszcze raz, tylko tym razem ze zrozumieniem.
– ?
– No proszę czytać!

Czyta, głos jej drży coraz bardziej.

 – Czy teraz Pani już zrozumiała, że to ja mam rację, a nie Pani?
– To ja pójdę po koleżankę.
– Bardzo proszę.

Koleżanka weszła bardzo energicznie i od progu zaczęła, podniesionym głosem:

 – To przyjmij ten wniosek od pana, najwyżej będzie musiał później jeszcze przyjeżdżać i przywozić brakujące dokumenty! Jak tak pan woli, to przyjmij od niego ten wniosek.
– Niczego nie będę przywoził, bo niczego nie brakuje. Proszę mi pokazać w ustawie, gdzie jest napisane, że potrzebny jest projekt budowlany do zmiany sposobu użytkowania budynku.
– No już Panu czytałam przecież…
– Tak i z tego co Pani czytała, nie wynika to, czego Pani ode mnie żąda. Proszę mi w takim razie napisać, że odmawia Pani przyjęcia wniosku i podać podstawę prawną.
– Niczego nie będę pisać!
– Nalegam, proszę napisać, że mam przynieść projekt budowlany, żeby zmienić na papierze  sposób użytkowania budynku. I proszę podać podstawę prawną.
– 
To ja pójdę po kolegę.
– Bardzo proszę.

Kolega zaczął powtarzać to, co powiedziały wcześniej dwie panienki. Powtórzyłem swoje.

– No ale Pan tak nie może!
– Czego nie mogę?
– No tak sobie zmienić bez projektu. Nawet w zeszłym miesiącu mieliśmy taki przypadek, że ktoś w garażu chciał zrobić… (po trzech latach nie pamiętam, co tam miało być) i też musiał projekt przynieść!
– Musiał, boście mu kazali i widać miał za dużo pieniędzy i nie chciało mu się ustawy przeczytać i z Wami dyskutować.
– …
– No ale przecież – zaczął kolega – inne są wymagania co do standardu budynku gospodarczego, a inne gabinetu weterynaryjnego… – chciał być sprytny chyba.
– Dobrze, niech Pan sobie wyobrazi, że mam bydynek gospodarczy, w którym wszystko – jak raz, zupełnie przypadkiem – spełnia wymagania jakie ma spełniać pomieszczenie gabinetu weterynaryjnego.
– Ale jak to?
– No tak to. Mogę mieć taki budynek, czy nie? Z kaflami na podłodze, ścianach i suficie, bieżącą wodą , powierzchnią okien w stosunku do powierzchni podłogi odpowiednią, odpowiednim sztucznym oświetleniem i w ogóle?
– No… może Pan.
– A teraz chcę zmienić na papierze sposób użytkowania tego budynku. Z gospodarczego na użytkowy. To czego mam robić projekt, jak nic nie będę zmieniać?
– …
– Więc?
– No ciekawie Pan argumentuje.
– Dziękuję, więc jak to jest z tym projektem dla mojego wykaflowanego budynku?
– To sanepid musi się zgodzić…
– I jak oni się zgodzą, to wy się czepiać już nie będziecie?
– Niech Pan naszkicuje rzut tego budynku i opisze co tam będzie i jak oni się zgodzą i na tym podpiszą, to my też.
– Dziękuję, do widzenia.

W sanepidzie strasznie się zdziwili, czego ja w ogóle od nich chcę, bo ich to – generalnie – nie obchodzi. Powiedziałem, że ja nie chcę niczego, tylko sobie w architekturze wymyślili, że chcą opinię od sanepidu. Starszy Pan chyba poczuł się potrzebny, popatrzył na moje rysunki, pokomentował, a że to jednak jakiś pokoik socjalny (?), że musi być zlew a nie umywalka, gadu gadu gadu. Słuchałem, kiwałem głową, poprawiałem, ze trzy razy tam jeździłem. W końcu się udało.

Kiedy pojawiłem się w wydziale architektury, panienka od razu poleciała po kolegę. Popatrzyli, pokiwali głowami, przyjęli. Skończone.

Dzisiaj nie było aż tak zabawnie. Weszliśmy do pokoju – ta sama panienka:

 – Dzień dobry, chciałbym taki druk do zgłoszenia przebudowy domu i druk oświadczenia o dysponowaniu nieruchomością.
– Ale na przebudowę trzeba mieć pozwolenie! – Tu mnie zatrzęsło
– Nie, nie trzeba. Ani na budowę domu jednorodzinnego też nie trzeba. Zmieniło się prawo budowlane. Proszę sobie przeczytać Art. 29, o ile pamiętam.
– Ale to projekt jest potrzebny!
– Mam projekt.
– A tam jest napisane, że to nie zmienia oddziaływania na działki sąsiadów?
– Jest.
– A, to proszę.

Wypełniliśmy druczki (jak idiota myślałem, że skoro zmieniło się prawo budowlane, to w tych urzędowych papierkach też pozmieniali numery dzienników ustaw etc, inaczej wydrukowałbym wszystko w domu, ale skąd!) wracamy, wręczam.

– Proszę jeszcze sprawdzić, czy wszystko wpisałem.
– Tu jeszcze numer działki.
– Proszę – panienka w międzyczasie zaczyna przeglądać projekt.
– Ale…
– ???
– Bo tu jest inwestor Anna Rutkiewicz, a tu Państwo razem wypełnili?
– No i?
– No nie może tak być!
– A dlaczego, skoro to współwłasność?
– Bo nie może tak być.
– To tu mam dopisać swoje nazwisko, na okładce projektu, czy tu mam skreślić, na zgłoszeniu?
– I jeszcze… bo tu warunki zabudowy są na pana, a jako inwestor wszędzie w projekcie jest pani.
– No i co z tego? Przecież i warunki zabudowy i projekt dotyczą tej samej działki.
– Ale warunki zabudowy powinny być na panią.
– Ale nie będziemy mnie zabudowywać – włączyła się Ania – tylko działkę, a numer działki się zgadza, to chyba nie ma problemu?
– Ale tak nie może być, to trzeba poprawić. Inwestorem może być tylko ten, na którego są wydane warunki zabudowy. Ja tego nie mogę przyjąć Dla mnie najważniejsze są warunki zabudowy. To trzeba wszystko zmienić i poprawić. No nie wiem, może niech ten projektant to poprawi. A w ogóle dlaczego warunki zabudowy są tylko na Pana?
– Bo gmina tak napisała, choć wniosek składaliśmy razem? Czyli teraz mam jechać i kazać im to poprawiać?
– No ale oni mogą nie chcieć tak od ręki. To może niech Pan tu zmieni wszędzie w projekcie, w metryczkach, nazwisko inwestora na swoje…
– Tak ręką?
– Tak, tylko niech pan parafkę postawi. I te wnioski trzeba też poprawić.

W efekcie zylion razy skreślałem – w czterech egzemplarzach projektu – Anna Rutkiewicz i wpisywałem Rafał Fanti, stawiałem parafkę. Co za absurd! Przez otwarte drzwi pokoju obok, cały ten czas, czyli dobre pół godziny, słychać było urzędniczki narzekające, ileż to mają roboty, bo koleżanka poszła na zwolnienie i musiały przejąc jej sprawy a to tyle przecież roboty, jakby swojej nie miały dosyć. Dodam, że potoku słów nie przerywało szeleszczenie kartek ani łomot stempli. W końcu poskreślałem podopisywałem i parafowałem wszystko. Od samego początku z tym projektem są trudności. Albo czegoś brakuje, co być powinno, albo powpisywane są jakieś rzeczy, o których nikt z nami nigdy nie rozmawiał. Teraz – to. Mogłoby się wydawać, że zarówno właściciel biura projektowego, jak i architekt dla niego pracująca (czy z nim współpracująca) powinni zwrócić uwagę na takie detale. Chyba że panienka z urzędu znowu coś nie tak z przepisów zrozumiała, tylko ja akurat tych nie przeczytałem i nie miałem szans pokazać jej, że znowu zbłądziła. Najistotniejsze, że w końcu się udało i złożyliśmy to cholerne zawiadomienie. Mają 30 dni, żeby jeszcze coś wynaleźć.

Potem do urzędu skarbowego, po świstek dla Ani, że nie zalega z podatkami. Też trudność. Wniosek wypełnić i zapłacić trzeba, ale kasa jest zamknięta.

– To gdzie ja mam zapłacić?
– No jak to gdzie? – szczerze zdziwił się ochroniarz – W banku spółdzielczym. Tam jest, przy rondzie.

W banku – nie, nie można tak po prostu zapłacić. Trzeba w jednym okienku zaksięgować, a dopiero potem w innym, pieniądze wpłacić, mając odpowiedni papierek z pierwszego okienka. Raz jeszcze do skarbowego – udało się, wniosek złożony.

Dalej – ZUS – zaświadczenie o niezaleganiu. Wziąć numerek – chociaż pusto – poczekać. Pobrać wnosek o wydanie zaświadczenia, wypełnić, wrócić.

– To Pani chce pocztą? To od ręki może być.

Stukał w tę klawiaturę i stukał. Wszystko trwało z 15 minut. Zrobiła się 12:56 a o 13:10 mieliśmy odebrać Dziewczynki z Domu Kultury w Nasielsku, bo wtedy właśnie kończyło się przedstawienie. Byliśmy o 13:16. Kocham takie dni. Jak człowiek się zaczyna nudzić, to powinien pójść do jakiegoś urzędu załatwić zwykłą formalność. Polecam!

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „dom, który czyni szalonym

  1. Polskie urzedy to jakies pieklo 😦 Urzednicy mnoza problemy w nieskonczonosc. Urzednik wszystko czlowiekowi chca utrudnic, zinterpretowac na niekorzysc, prawa nie zna ani nie rozumie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s