sześć lat

dokładnie tyle minęło, co do dnia, od kiedy pierwszy raz staliśmy na tym podwórku w Gołębiach. Była podobna temperatura, trochę bardziej mgliście, lekka mżawka. Przyjechaliśmy LR, zostawiliśmy go przed bramą. Łata została w bagażniku, żeby nie denerwować Cytry, siedzącej w kojcu.

Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że to Cytra. Nie wiedzieliśmy, że z nami zostanie i okaże się być bardzo kochającym, mądrym psem. Nie wiedzieliśmy że po zaledwie miesiącu mieszkania z nami (czy raczej może naszego z nią mieszkania, skoro w tym obejściu się urodziła i spędziła całe swoje życie…) będzie bronić naszych dzieci, rzucając się z zębami na pielęgniarkę środowiskową, chcącą pogłaskać Esme po głowie. Nie wiedzieliśmy, że jak jej zabraknie, to obroża będzie wisiała na lustrze w salonie (jako jedyna z całej sfory obroży nie zniszczyła).

Łaty też już z nami nie ma. Od sierpnia.

Poszliśmy oglądać gospodarstwo. W zasadzie już wysiadając z samochodu wiedzieliśmy, że to jest to miejsce. Obeszliśmy wszystko. Na koniec poszliśmy do sadu i zobaczyliśmy orzech. W głowie zobaczyłem wielki stół pod tym orzechem i mnóstwo ludzi przy nim siedzących. Jedzących i śmiejących się. Esme zbierała gruszki spod drzewa i pytała, czy może zjeść. Mogła. Dzisiaj też leżą pod drzewem i też może je zjeść. Tak samo jak Estera, która wtedy była tylko kilkoma komórkami w brzuchu Ani.

Stołu dalej nie ma, ale jest zamówiony i w procesie produkcji.

Dużo ludzi bywa.

Dzisiaj nie pada, przed chwilą wróciliśmy z koszem opieniek, które pozbieraliśmy w przeciągu 15 minut za stajnią – wtedy to była stodoła, a my nie mieliśmy pojęcia, jak wyglądają opieńki i co z nimi robić. Dzisiaj zrobię z nich kilka słoików sałatki na zimę.

Sześć lat temu, kiedy skończyliśmy zwiedzanie, pan M. – poprzedni właściciel – zaprosił nas na herbatę. W domu było pusto – nie mieszkali tu już od kilku lat – i zimno, bo po co palić, skoro nikt nie mieszka? Herbata była bardzo gorąca i bardzo szybko stygła.

Dzisiaj jest ciepło, choć paliliśmy w kuchni wczoraj po południu. Rozpalimy znowu, trochę później. Zaraz zrobimy obiad. Dziewczynki obierają ziemniaki, pod nogami siedzą im trzy psy, czekając na coś potencjalnie pysznego, co może ewentualnie spadnie z blatu. Ania ogląda film.

Sześć lat temu, na stałe mieszkała tu tylko Cytra i kilka kur.
Dzisiaj jest dziewięć psów, dwa koty, pięć koni, mnóstwo kóz i czworo ludzi.

Trochę się zmieniło.

Nie jest pusto.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s