sporty ekstremalne

Dzisiaj, przy dojeniu, kozy przesadziły. Stanowczo przesadziły. Jak już udało się złapać małą kozę białą – Esme jest w łapaniu najlepsza – zaraz pojawił się większy koźlak Mećki i zaczął podkradać. Ma przecież swoją matkę, tam niech się karmi, no co jest? Strasznie jest namolny i trudno go odgonić. W zasadzie w ogóle nie daje się go odgonić –  trzeba go złapać i trzymać, i to mocno. Zwykle Estera daje sobie z tym radę. Zajęliśmy się koźlakiem, a w tym samym momencie Mećka otworzyła sobie drzwi na podwórko i wymaszerowała. Nim się podniosłem, puszczając koźlaka, za Mećką wymaszerował Dyzio, a zaraz za nim Tymotka i obydwaj synalkowie Mećki. No doskonale. Reszta kóz już wchodziła z wybiegu i najwyraźniej szykowała się również do wielkiej ucieczki. Zaczęły się kłębić wokół Ani, siedzącej na środku przejścia i usiłującej dalej doić Małą Kozę Białą. Pare ciepłych słów krzykniętych do kóz i się łaskawie zatrzymały. Poszedłem po Mećkę – stała w sianiarni i podjadała owies z worka – złapałem za rogi i zaciągnąłem z powrotem do koziarni. Wróciłem po Dyzia – nie ma rogów, ma za to obrożę, więc też jest za co złapać. Kiedy otworzyłem drzwi, żeby go wrzucić na miejsce – natychmiast znowu zwiała Mećka i koźlaki. Szlag! Dyzio w środku, Ania nadal usiłuje doić, Mała Koza Biała przeszkadza jak umie, wiercąc się i machając nogą, żeby odpędzić kolejne dwa koźlaki, usiłujące podkraść mleko od nieswojej matki. Efekt? Cała kolekcja słomy i pyłu w garnku z mlekiem – trudno, przecedzi się. Nie wylejemy przecież, bo szkoda. Znowu złapałem Mećkę i wepchnąłem do środka, jeden koziołek wszedł za nią, drugi się zagapił, stracił matkę z oczu, więc zaczął biegać po podwórku mecząc. Znowu świetnie. Złapałem Tymotkę i wepchnąłem do środka, prawie znowu wypuszczając Dyzia, który tylko czekał, aż drzwi się otworzą. Udało się zapakować Tymotkę i nie wypuścić Dyzia. Sukces. Jeszcze koźlak – biega po podwórku i meczy. Złapanie małej kozy, dość szybkiej i zwrotnej, znacznie ciaśniej składającej się w zakręty, niż ja jestem w stanie, pędząc za nią zgięty w pół z wyciągniętymi rękoma, do prostych nie należy – to tak dla tych, co nigdy nie ścigali kozy (albo kury, podobny sport). Przebiegłem za nim trzy kółka wokół samochodu, potem wokół drugiego – bez sukcesu. Nie mogę przecież otworzyć drzwi, żeby go zagnać do środka, bo wyjdzie cała reszta towarzystwa i nie połapiemy ich do wieczora. Doskonale. W końcu dał drapaka za zakład, w stronę wybiegu. Tam  zatrzymał się przed siatką i usiłował przecisnąć się do środka – złapałem go i wstawiłem górą. Sukces!

W koziarni – Ania wściekła, że mleko zabrudzone, kozy się kłębią. Wziąłem paletę (taką sklepową, do wózka widłowego), żeby kozy aktualnie nie dojone zatrzymać na zewnątrz. Trochę krzyku, parę serdecznych słów pod adresem kóz (albo ich matek) i w koziarni spokój. Na chwilę. Esme z Esterką zaczęły łapać Różyczkę. Nawet sprawnie im to poszło, muszę przyznać. Znacznie sprawniej, niż można by się spodziewać słysząc chichoty i bojowe okrzyki dziewczynek polujących na kozę. Co prawda nim koza została złapana, zdążyłem posprzątać rabatę przed koziarnią, bo funkie jak wściekła zaczęły wychodzić z ziemi, a tam jakieś deski i patyki leżały, ale i tak nieźle łapanie kozy poszło.

– Ojciec! Koza złapana!

Wlazłem do środka. Nie przypałętał się żaden koźlak i poszło z dojeniem w zasadzie sprawnie. Jeszcze tylko trzeba było kozie postronek na tylną nogę założyć, zakręcić go sobie wokół buta i przydepnąć, żeby przytrzymać nogę, bo inaczej – z całą pewnością – noga wylądowałaby w garnku z mlekiem. Różyczka tak ma. Macha nogą, macha, opędza się, a w końcu racica z cały przyklejonym do niej towarem ląduje w garnku mleka. Stąd postronek – Ania podpatrzyła gdzieś w internetach.

Potem jeszcze Koza Mała z Rogami – straciła koźlaki, ale mleka trochę ma w tym swoim mikroskopijnym wymieniu, więc trzeba łapać i doić, żeby go nie straciła. Może uda się ją rozdoić – a powinno się udać – to byłoby świetnie. Po półgodzinnej walce udało się zebrać niecały litr mleka. Dziś było ostro, choć nigdy nie jest łatwo.

W ogóle dojenie kóz – przynajmniej naszych – nie jest prostą sprawą. Najpierw trzeba kozę złapać – to trudne. Najtrudniej idzie to Ani, od kiedy sama połapała wszystkie kozy i wszystkim dała zastrzyki na coś. Od tamtej pory, jak Ania wchodzi do koziarni – kozy wychodzą na wybieg. Jeżeli Ania wyjdzie za nimi – wracają do środka. Wejście jest niskie i wąskie, więc mają nad Anią przewagę w gonitwie w tę i na zad. Nie nudzi im się ta zabawa, Ania w jakimś momencie dostaje zadyszki, choć i tak ma niezłą kondycję. Czasem w pościgu za kozą obciera sobie kolejny kłykieć – najczęściej w momencie, jak już kozę ucapi za skórę i usiłuje jej nie puścić, a koza desperacko gna do wyjścia i usiłuje się, mimo żelaznego uchwytu Ani, przedostać na zewnątrz. Ja, przy którymś pościgu połamałem sobie – jak idiotycznie by to nie zabrzmiało – dwa paznokcie, trafiając nimi w ścianę. Najsprawniej łapanie idzie Dziewczynkom. Są w stanie kozę dopędzić, nie dostają zadyszki, ciasno – prawie jak koza – składają się w zakręty. Potem tylko muszą na kozie usiąść, żeby ją unieruchomić, bo mają troche za mało siły, żeby utrzymać kozę rękoma. A ile przy tym radości!
– Tato! Jeździłam dzisiaj na Różyczce! Ale było! I jeszcze na Dzwoneczku i Kozie Białej. A pamiętasz, jak jeździłam na świni?

Jak już się uda kozę złapać – trzeba ją zawlec do koziarni i założyć obrożę ze smyczą, uwiązana do ściany. Potem, w większości wypadków,  trzeba założyć postronek na tylną nogę, bo jak wspomniałem – inaczej racica ląduje w garnku, a w najlepszym przypadku, koza macha nogą i najzwyczajniej przeszkadza w dojeniu. Jak juz się kozę uwiąże, unieruchomi nogę i potem kozę trzyma (przydaje się druga osoba) to koza, nie mogąc już specjalnie się bronić, przynajmniej popatrzy człowiekowi w oczy, beknie i zacznie przeżuwać. Standardzik. I tak codziennie. Ale za to można potem, raz w tygodniu, przy wydajności naszych kóz, zrobić ser. Warto!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność, kozy i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s