zbieg okoliczności

W piątek rano, jadąc do szkoły, jak zwykle słuchałem Manna w radiowej Trójce. Cały poranek mowa była o tym, że ludzie nie potrafią. Nie potrafią zmienić koła w samochodzie, nie potrafią naprawić cieknącego kranu, nie potrafią zmienić zepsutej klamki, nie potrafią przyszyć guzika. Myślałem sobie – potrafię zmienić koło, naprawić kran, klamkę, guzik przyszyć. I parę innych rzeczy też potrafię.

Audycja popłynęła w kierunku zmiany koła w samochodzie. Że kiedyś uczono tej praktycznej umiejętności na kursach na prawo jazdy, a teraz się nie uczy. Że głównie kobiety nie potrafią, albo że to wcale nie prawda, że nie potrafią bo potrafią i robią to wręcz wyśmienicie. Były głosy, że czasami nawet jak się potrafi, to i tak jest zbieg okoliczności utrudniających, bądź wręcz uniemożliwiających. Na przykład nie wiadomo, jak to koło zapasowe wyjąć, jeżeli nawet się wie gdzie ono jest. Albo wiadomo jak wyjąć i wiadomo, że jest w takim sprytnym koszu pod samochodem, tylko nie da się tego kosza odkręcić, bo albo kosz przymarzł, albo przyrdzewiał. Albo da się wszystko wyjąć, tylko w zapasowym kole też nie ma powietrza. Albo wszystko wiadomo i da się znaleźć i odkręcić, i jest powietrze, tylko akurat leje deszcz, a człowiek właśnie jest w garniturze, albo w jasnych spodniach i wcale nie ma ochoty się wybłocić, bo jedzie na spotkanie, na którym powinien wyglądać. To akurat znam doskonale…

6:00, jakiś piątek w zeszłym roku, wsiadłem do samochodu, zestrojony w jasne spodnie i marynarkę i ruszyłem do szkoły. Dojechałem, oczywiście w błocie i deszczu do asfaltu i stwierdziłem, że coś dziwnie stuka… Guma z prawej strony z przodu. Doskonale. Zawrotka, na podwórko i zmieniamy. W deszczu i błocie, jasnych spodniach. Oczywiście w Citroenie zapasowe koło jest w koszu, pod spodem, pod bagażnikiem. Zupełnie nie wiem czemu, skoro to wielkie kombi, ale nie jestem francuskim inżynierem, więc się nie znam.

Lekko nie było, ale nawet się bardzo nie upaprałem – trochę buty i ręce – i jeszcze zdążyłem przyjechać do szkoły sporo przed lekcjami.

Inny rodzaj sytuacji. Jechałem do szkoły, na zebranie z rodzicami, wjeżdżałem właśnie na Trasę Łazienkowską z Wisłostrady, kiedy w Volvo spadła lewa przednia opona. Świetne miejsce – w sumie lepiej na ślimaku, przy prędkości znikomej, niż przy 120 km/h na Gdańskiej szosie… Trochę się zdenerwowałem, trochę pobrudziłem ręce, stwierdziłem, że krawat wcale nie pomaga przy pracach technicznych, na zebranie zdążyłem, nie ma sprawy.

I tak sobie w ostatni piątek jechałem, słuchałem, przypominałem zmiany koła we własnym wykonaniu, stałem w korku, słuchałem… Ostatni kawałek korka, na Trasie Łazienkowskiej, spowodowały… dwa samochody, z których jeden miał kapeć, a drugi pomagał pierwszemu koło zmienić. Ładna klamra kompozycyjna. Przyjechawszy do szkoły opowiedziałem, jak to się ładnie wszystko splotło, opowiedziałem w domu Ani.

Tu powinna nastąpić kropka, ale rzeczywistość oczywiście jest sprytniejsza i dopisała epilog.

Wczoraj byliśmy u mojej mamy na urodzinowym obiedzie. Wracaliśmy przez Leroy Merlin – piec i grzejniki trzeba było obejrzeć. Ania prowadziła. Jak tylko siadła za kierownicę, zaczęła coś przebąkiwać, że ciężko się nią kręci.

– No bo w cytrynie chodzi ciężej niż w Volvo – inne wspomaganie…
– Ale wyrywa i szarpie!
– E tam. A nie masz wrażenia, że ściąga w prawo?
– No tak, ale generalnie trudno chodzi i szarpie.
– To pod sklepem sprawdzimy, ile mamy wiatru w kole.

Poszliśmy do sklepu, obejrzeliśmy co było do obejrzenia, wracamy do samochodu – prawe przednie koło płaskie… No oczywiście. Ale nic to, zmienimy… No właśnie. Pada deszcz, ja mam jasne spodnie i wcale nie chcę się wyświnić, kosz z kołem zapasowym stawia opór. No jak mogło być inaczej?

W końcu udało się koło wydostać. Teraz to już pójdzie.

Tak, akurat.

Nie da się śrub ruszyć, a sprytny klucz, zaprojektowany przez sprytnych, francuskich inżynierów do odkręcania śrub oraz kręcenia śrubą do odpinania kosza z kołem zapasowym, zaczyna się giąć, jak po nim skaczę, żeby śruby ruszyć. No świetnie.

Za nami – jak wygodnie – Norauto. Wrota otwarte, panowie wożą do środka opony.

– Idź z dziewczynkami i spytaj ich, czy nam to koło zmienią, bo mają klucz pneumatyczny i w ogóle, a ja jeszcze popróbuję walczyć.

Walka przegrana, śruby dalej trzymają. Ania wróciła i powiedziała, że

– Nie zmienią, bo już jest zamknięte…

Bardzo uprzejmie, prawda? Przychodzi baba z dwójką dzieci, wieczorem w deszczu, mówi że koła nie może odkręcić, a oni już mają zamknięte i koniec. Pozdrowienia dla Panów!

No dobrze – plan B.

Biorę klucz-się-gnący, idę do Leroy Merlin i kupuję odpowiedniego kalibru  pancerny klucz do kół. Zdążyłem postawić krok, a tu jakiś miły, młody człowiek woła do mnie z drugiej strony parkingowej uliczki:

– Może dwoma kluczami spróbujemy?
– Jeżeli można
– Jasne

Tylko sprytny klucz, wymyślony przez sprytnych francuskich inżynierów, nie da się włożyć w rurkę, będącą rączką klucza trzymanego przez miłego, młodego człowieka, bo sprytny klucz, wymyślony przez sprytnych francuskich inżynierów ma na końcu rączki taką poprzeczkę, żeby można było odkręcać śrubę mocującą kosz z kołem zapasowym. Genialne! Jakby nie można było kosza przykręcić normalną śrubą, z łbem dokładnie w rozmiarze śrub od koła. Nie, to trzeba zrobić taka śrubę, co ma płaski łeb a w nim rowek, w który trzeba wcelować poprzeczką na końcu  sprytnego klucza, wymyślonego przez sprytnych, francuskich inżynierów.

Niechby ci Francuzi zamiast inżynierią lepiej zajęli się gotowaniem. Chociaż nie, Włosi robią to lepiej. Wino może niech robią? Nie, francuskie są kwaśne. To do czego oni się nadają? Do śpiewania może (to sugestia Ani)?

Miły, młody człowiek jednak się nie poddał, założył swój klucz na śruby, poskakał, pokopał i udało się. Poluzował śruby!

– Dalej pan sobie poradzi?
– Tak, jasne, dzięki serdeczne!

Odkręciłem śruby, zdjąłem, odłożyłem koło na bok. Zapasowe koło przystawiamy… No tak. Genialna, francuska myśl inżynieryjna – zamiast szpilek sterczących, na które wystarczy nasadzić koło i dokręcić nakrętkami – dziurki. Dziurka w feldze i dziurka w tym… jak to się nazywa, co to do tego koła się do samochodu przykręca? I weź teraz, człowieku w jasnych spodniach, po ciemku, w deszczu, ustaw dwie dziurki na przeciw siebie, a potem wpasuj w to śrubę. Podpowiem, że przy takiej operacji, brakuje przynajmniej jednej ręki – dwiema trzeba trzymać koło, które nie jest przesadnie ciężkie, ale do najlżejszych też nie należy,  i precyzyjnie celować dziurką w dziurkę, a trzecią ręką wtykać  śrubę, kiedy już się wycelować uda. Oczywiście można sobie podeprzeć koło kolanem, ale przecież nie chcemy wypaprać – potencjalnie nieodwracalnie – jasnych spodni, prawda? Oczywiście spuściłem sobie koło na palec u ręki lewej, przygniatając go do asfaltu – przyjemność klasy D-

W końcu Ester przytrzymała mój telefon z włączoną latarką i jakoś się udało wycelować, wetknąć i przykręcić. Do domu dojechaliśmy już bez przygód.

KONIEC

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „zbieg okoliczności

  1. Aga Viburno pisze:

    Niezwykle interesująca historyjka. Zastanawiam się dlaczego tyle tych zmian…

  2. Marek R. pisze:

    Świetne! Rafał z tą śrubą mocującą kosz z zapasem to trafiłeś w 10. Ja ostatnio poległem z Partnerem „Peżotem” i kląłem ten kretyński pomysł inżynieryjny wniebogłosy.

    • rf pisze:

      Przy czym nadal kocham Citroeny! Bardzo chętnie kupiłbym sobie C5, z hydrauliką – choć ta w Xantii tez już dawała nam do wiwatu… Tego komfortu chyba nie da się znaleźć w innej marce…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s