płaszcz

Kupiłem sobie dzisiaj po południu płaszcz, bo wszystkie, które miałem się skończyły. Już dawno w zasadzie się skończyły, a teraz znowu poczułem potrzebę chodzenia w płaszczu. Wiem, żaden wyczyn płaszcz kupić. Jak już się znajdzie to, czego się szuka i w cenie, jaką jest się skłonnym zapłacić.

Szukałem od jesieni. Wszystko skandalicznie drogie, albo nie takie, jak bym miał ochotę na siebie włożyć. Albo i jedno i drugie na raz. Zima minęła, przechodziłem ją w kurtce, którą kupiłem – bo kurtki też mi się jakoś pokończyły – na szkolny wyjazd jesienią.

No więc kupiłem płaszcz. Zima się skończyła, za to zaczęły się wyprzedaże. Obejrzałem i przymierzyłem wczoraj, ale nie miałem ze sobą pieniędzy, więc kupiłem dzisiaj. Błyskawiczna, doskonale skoordynowana akcja.

Wyszedłem ze szkoły dobrze po 14:00, pomaszerowałem w wiosennym upale do Złotych Tarasów, udało mi się przebić przez nieprzytomne tłumy, snujące się bez sensu po idiotycznym centrum handlowym w piękne, słoneczne, sobotnie popołudnie, wszedłem do sklepu, płaszcz ze stojaka, przymierzyłem – od wczoraj nic się nie zmieniło – do kasy, zapłaciłem, torbę z płaszczem w garść i pomaszerowałem do metra. Zdążyłem na pociąg 15:32 z Gdańskiego. Doskonały czas. Poczytałem po drodze książkę, co to mi ją O.Ka. do szkoły przyniosła, posłuchałem BBC, cudownie. Pociąg przyjechał do Świercz punktualnie, na dworze jeszcze jasno i ciepło. Wspaniale. Książka w torbę, telefon w kieszeń, kapelusz na łeb, wysiadka i do domu!

Niespiesznie, paląc sobie, poszedłem do samochodu, wrzuciłem torbę na tylną kanapę, trzasnąłem drzwiami i… Kurwa! A płaszcz? Zostawiłeś, debilu, płaszcz w pociągu! W torbie ze sklepu, pracowicie wsunięty pod fotel, na którym siedziałeś…

Kurwa, kurwa, kurwa!

Mam samochód i w zasadzie mógłbym ten pociąg usiłować ścigać, ale nie mam pojęcia, gdzie są te cholerne stacje, co to on się na nich po drodze zatrzymuje. I ja nie pojadę 160km/h po wąskich, dziurawych drogach na wsi, a pociąg po torach pojedzie, a jakże… I ma przewagę, bo primo – już odjechał, a ja, jak debil sterczę przy samochodzie, secundo – on nie musi szukać stacji…

Telefon, internet, numer do kolei mazowieckich, dzwonimy.

Witamy w informacji Kolei Mazowieckich. Koszt połączenia zgodny ze stawką operatora. Jeżeli interesuje cię rozkład jazdy, wybierz 1. Bagaż pozostawiony w pociągu – wybierz dwa… (tu głos lektora wyraźnie obniża się i smutnieje, tak w dół zjeżdża…nie zmyślam, można zadzwonić i sprawdzić!) Ceny, taryfa przewozowa i regulamin… (już znowu jasny, pełny, śmiały głos)
Wybrałem 2…
Uprzejmie informujemy, że w trosce o wysoki poziom usługi, rozmowa będzie nagrywana… a pociąg coraz dalej. No jasna żesz! Kocham te automaty!

W końcu odezwała się żywa osoba. Tłumaczę panience, że się nazywam, że byłem tak głupi, żeby zostawić całkiem nowy płaszcz w pociągu, w torbie, pod siedzeniem. A którym pociągiem jechałem? A tym 15:32 z Gdańskiej do… Ciechanowa? Działdowa? A ja wiem, gdzie on tam ma stację końcową? Ja w Świerczach wysiadam. To panienka zaraz sprawdzi i postara się ustalić numer pociągu i zadzwoni do kierownika – tegoż pociągu kierownika, znaczy się – i proszę pozostać na linii.

Pozostałem, cisza głucha, nawet muzyki na pocieszenie nie puścili, miałem słuchawki w uszach, więc czekając, sprawdziłem w telefonie rozkład jazdy i wyszło mi, że pociąg do Działdowa jedzie i numer pociągu znalazłem i w ogóle.

Odezwała się panienka. Że pociąg do Ciechanowa (?…) i że dzwoniła do kierownika i szukali, ale im się płaszcz w oczy nie rzucił… A gdzie siedziałem? A na górze, w pierwszym wagonie, ostatnie, pojedyncze miejsce po prawej stronie, tuż przy schodach, przodem do kierunku jazdy.
A ten płaszcz był na wieszaku? Na półce?
– W torbie, pod fotelem!
– W torbie? To czemu pan od razu nie powiedział?
– Mówiłem, może coś trzasnęło w połączeniu i pani nie usłyszała… Mówiłem. W torbie z takiego i takiego sklepu. Pod fotelem.
To gdyby pan mógł zadzwonić za jakieś 20 minut, ja im przekażę, poszukają jeszcze raz.
– Bardzo dziękuję, zadzwonię.

Wróciłem do domu. Klnąc łaziłem jak niedźwiedź w klatce. Ania zapytała, czy mogę dać jej to na piśmie, że jestem idiotą skończonym… No mogę, bo jestem! (nie dałem, nie ma co się cieszyć).

Minęło 20 minut, zadzwoniłem.
Nic nie znaleźli. Przeszukali, ale wszyscy pasażerowie twierdzili, że torby przy których siedzą są ich… Może jak pociąg dojedzie do Ciechanowa i spokojnie, już pusty sprawdzą, to coś się znajdzie… To może pan poczeka, a ja oddzwonię?
– Nie, pojadę do Ciechanowa, o której ten pociąg tam będzie? To zdążę akurat, nie ma sprawy. Jakby coś, to jeszcze się odezwę. Dziękuję.
No co? Miałem diabli wiedzą ile jeszcze dreptać tak po domu albo podwórku? Lepiej wsiąść i jechać, spotkać pociąg i pójść prosto po płaszcz – przecież wiem, gdzie go w swojej nieskończonej głupocie zostawiłem.

W Ciechanowie byłem 17:58, czyli dokładnie o tej, o której miał być pociąg. Miał, ale go jakoś nie widać… Pani w kasie nie wie, na który peron przyjedzie, ale
– Na pewno ogłoszą, niech pan słucha, ogłoszą…
– Dziękuję!

I łażę po stacji, a pociągu nie ma. 18:10, 18:20, 18:42… No co jest, do cholery. Zaczepiłem jakąś starszą panią z wózkiem, która siedziała na ławce, na stacji, kiedy przyjechałem, a teraz spacerowała po peronie, czy może zwróciła uwagę, czy pociąg z Gdańskiej już był…
– Nie, nie było. Ale teraz będzie taki z Warszawy do Olsztyna…
– Nie, to nie ten, ale dziękuję! Spytam w kasie.
– Bo ja na córkę czekam…
– Dziękuję!

– Proszę pana, przypomniało mi się. Był z Gdańskiej.
– Raz jeszcze dziękuję i przepraszam, za zawracanie głowy.

Pomaszerowałem w kierunku samochodu. 19:02. Cały czas zastanawiałem się, co właściwie mam myśleć. Ludzie przecież są z natury uczciwi – w to przynajmniej naiwnie chcę wierzyć – więc jak ktoś ją znalazł – torbę z płaszczem, w sensie – to z pewnością oddał konduktorom. A jak ktoś wziął, bo akurat rozmiar pasuje, albo spylić wygodnie, bo nawet metki jeszcze nieodczepione? To mam przeklinać, czy życzyć, żeby się dobrze płaszcz nosiło, skoro jestem skończonym idiotą, który zakupy w pociągu zostawia?

Zadzwoniłem znowu do infolinii KM. Strasznie długo trzeba było tym razem czekać, zanim wreszcie ktoś się odezwał.
– Dobry wieczór, ja w sprawie płaszcza, co to go sprytnie zostawiłem w pociągu…
– A zgłaszał pan to już?
– No jasne, zaraz, jak wysiadłem z pociągu i odkryłem, jakim jestem spryciarzem.
– A który to był pociąg? Gdzie pan wysiadał?
– 15:32 z Gdańskiej – chwilę musiałem sie zastanowić, bo z tego wszystkiego przestałem już pamiętać… – w Świerczach.
– Zaraz sprawdzę…

Cisza, długa cisza w słuchawce, kolejny papieros.

– Tamten kierownik pociągu już skończył pracę, a nowy ma włączoną pocztę głosową, może właśnie przejmuje pociąg… to może poda mi pan numer telefonu, zadzwonię do pana, jak uda mi się z nim skontaktować…
– Bardzo proszę, oczywiście 501 … Poczekam na telefon od pani.

Następny papieros, jakieś nudy w radio, 15% baterii w telefonie, fantastycznie!

19:23 – telefon.
– Proszę pana, jest ten płaszcz… Czy może pan wyjść na stację w Świerczach? Pociąg będzie tam 20:37. Trzeba podejść do czoła pociągu. Kierownik ma pana płaszcz.

Oczywiście, że mogę być w Świerczach o 20:37. Nawet zdążę z cholernego Ciechanowa wrócić i jeszcze będę musiał poczekać.

– Bardzo pani dziękuję i przepraszam za kłopot!

Pojechałem, z tym uczuciem ulgi, jakie ma się po zdanym egzaminie, którego człowiek strasznie się bał… Potem jeszcze tylko 37 minut czekania w Świerczach. Przyjechał. Stoję i gapię się w pierwsze drzwi – nikogo w mundurze KM… Szlag!
– Dobry wieczór! – z drugich drzwi wyszła ta sama pani, która sprawdzała mi bilet w drodze z Warszawy…
– Pana płaszcz…
– Bardzo dziękuję i przepraszam za kłopot.
– Nie ma sprawy! – i uroczo się uśmiechnęła.

W efekcie, zamiast przed 17:00 byłem w domu przed 21:00. Dodam, że rano wsiadłem w pociąg do Warszawy o 6:29. Długa sobota.

Na spokojnie już rozkminiając, co się właściwie stało, doszedłem do wniosku, że ta pierwsza panienka przez telefon nie dość, że nie zrozumiała, że płaszcz był w torbie pod fotelem, a nie na wieszaku czy półce, to jeszcze nie ten pociąg namierzyła. Nic więc dziwnego, że nic w nim nie znaleźli. Druga pani przez telefon, do której dzwoniłem z Ciechanowa, znalazła ten pociąg co potrzeba, więc i płaszcz się znalazł. Ot kolekcja ludzkich roztargnień i niedosłyszeń czy niezrozumień. Nie myślałem, że głupi płaszcz może kosztować tyle zdrowia – pół paczki fajek wypaliłem, że o nerwach nie wspomnę.

Ale cóż – gapowe trzeba płacić, tak to działa!

P.S.

No jak byś pomyślał, to byś nie jeździł w tę i na zad. No jak pociąg, który jest przed 17:00 w Świerczach ma być godzinę później w Ciechanowie? On już tam dawno był, jak ty dzwoniłeś. No ale w nerwach człowiek nie myśli. Ech…

Komentarz Ani, po przeczytaniu tekstu…

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność, off topic. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s